W Kanadzie płoną kościoły

„Palenie kościołów pozbawia ludzi miejsc, do których mogą się udać, aby odprawić żałobę i znaleźć pocieszenie.”

J. Trudeau, premier Kanady

Po odkryciu nieoznakowanych grobów dzieci rdzennej ludności Kanady na terenach dawnych szkół prowadzonych przez kościoły katolicki i protestancki we współpracy z rządem federalnym doszło do ponad czterdziestu prób podpalenia obiektów sakralnych, w wyniku których spłonęło  w okresie od 21 czerwca do 9 lipca dwanaście kościołów, głównie katolickich. Dziesiątki z nich zostało zdewastowanych.  Dotychczas  w pobliżu szkół z internatem znaleziono ponad 1000 grobów. Historyk i epidemiolog Preston McBride, naukowiec z pochodzenia Komancz, szacuje, że w Północnej Ameryce około 40 000 dzieci rdzennej ludności mogło umrzeć z powodu złej opieki w „residential schools”.

Ponad 10 lat temu Kanadyjska Komisja Prawdy i Pojednania zwróciła się do rządu federalnego o pomoc w zidentyfikowaniu miejsc pochówku dzieci w szkołach z internatem. Propozycja sfinansowania projektu w wys. 1,5 miliona dolarów została odrzucona przez rząd federalny premiera Stephena Harpera. Obecnie rząd premiera Justina Trudeau przeznacza $33.8 milionów na trzyletnią akcję poszukiwania nieoznakowanych grobów dzieci Pierwszego Narodu. Jest to ogromne przedsięwzięcie, którego celem jest przeszukanie terenów w pobliżu 140. byłych szkół.

Continue reading “W Kanadzie płoną kościoły”

Ja tylko patrzyłam – Podlasie 1941

– Czy słyszałaś o Jedwabnem? – zapytał mnie Peter, szwedzki historyk i dziennikarz, mieszkający wówczas na stałe w Polsce.

Był to rok 2001, tuż po ukazaniu się książki Jana Grossa „Sąsiedzi”. Jedwabne znałam jako uroczą, małą miejscowość leżącą na ukochanym przeze mnie Podlasiu. 

            – To tam Polacy spalili żywcem Żydów. Masz. Przeczytaj – Peter podał mi małą książeczkę.

Już zapowiedź jej treści wzbudziła we mnie podejrzenie.

“Co taki Szwed, chociaż historyk,  może wiedzieć o wojnie w Polsce, w której przeciwnie, Polacy nie mordowali Żydów, lecz ratowali z narażeniem życia. Tylko w Polsce za ukrywanie Żyda groziła kara śmierci. Wprawdzie byli szmalcownicy, ale AK ich wszystkich zabijało. To przecież jest powszechnie znane!” – pomyślałam.

Przeczytałam książkę. Nie mogłam spać całą noc. Następnego dnia, Peter i ja w roli fotografa ruszyliśmy do Jedwabnego, aby zebrać materiał do reportażu dla szwedzkiej gazety. Po drodze Peter naświetlił mi inne szczegóły nie tylko o Jedwabnym. O tym, że za niemalże każdym ujawnieniem ukrywającego się Żyda stał Polak, który „uprzejmie” donosił na Gestapo. O całej sieci szmalcowników, począwszy od małych chłopców, którzy tych zamierzających uciec z getta śledzili i nękali, aż ich dopadali dorośli „profesjonaliści”. To, że w Oświęcimiu zginęło ponad milion, nawet wiedziałam, ale że z 1. 1 miliona było aż 960 tys. Żydów – to była dla mnie nowość. Jeszcze wtedy nikt nie pisał o tym, że około 200 tys. ukrywających się na terenie Polski Żydów nie przeżyło wojny. Że „pomogli im” w tym Polacy.

Continue reading “Ja tylko patrzyłam – Podlasie 1941”

Katarzyna Wielka, Królowa Szczepionek

„Przeciwnicy szczepionek są prawdziwymi głupcami, ignorantami lub po prostu nikczemnymi.”

To zdanie nie napisał współczesny wirusolog, to napisała caryca Katarzyna Wielka władająca Rosją w II połowie XVIII wieku, czyli ponad 200 lat temu. To za jej panowania brytyjski lekarz Thomas Dimsdale wynalazł pierwszą w historii wczesną wersję szczepionki. Gdy ospa pustoszyła Europę caryca postanowiła ratować siebie, swój dwór i podwładnych przed tą straszną chorobą. Miłośniczka nauki i wszystkich osiągnięć Oświecenia stała się pierwszą osobą w Rosji, która poddała się tej dość ryzykownej procedurze w 1768 roku. Polegała ona na dwu – trzykrotnym nacięciu ramienia osoby zdrowej i wcieraniu w otwartą ranę krost chorego na ospę. Ponieważ istniało ryzyko, że zdrowa osoba poddana takiemu nowatorskiemu eksperymentowi zachoruje, a nawet umrze, lekarz Dimsdale trzymał konie w gotowości blisko pałacu, gdyby musiał uciekać po ewentualnej śmierci carycy. Na szczęście nie było takiej potrzeby i Dimsdale został nagrodzony  tytułem barona Imperium Rosyjskiego.

Continue reading “Katarzyna Wielka, Królowa Szczepionek”

Dzień uchodźcy

Nikt nie opuszcza domu, chyba że

dom staje się paszczą rekina.

Uciekasz w kierunku granicy

Tylko wtedy, kiedy całe miasto

Biegnie z tobą.

„Dom” – fragment wiersza Warsan’a Shire,  Somalijskiego Brytyjczyka

20 czerwca został ustanowiony Światowym Dniem Uchodźcy. Ten dzień nam przypomina, że na wskutek wojen, totalitarnych rządów i zmian klimatycznych coraz więcej ludzi opuszcza swoje ojczyzny w poszukiwaniu normalnych warunków do życia.

W 2018 r. ONZ opublikował rekordową liczbę 71 milionów osób przesiedlonych z powodu wojny i przemocy. Za tą przerażającą liczbą kryją się niewyobrażalne tragedie ludzkie, które zmiękczyłyby najbardziej zatwardziałe serca przeciwników „przyjmowania obcych”. Może dodatkowo zmieniłoby ich zdanie już nie zwykłe współczucie, ale chociażby taki cytat z rządowego forum Kanady, kraju, który uplasował się na pierwszym miejscu na świecie w przyznawaniu statusu uchodźcy.

Po 20 latach w Kanadzie uchodźcy płacą więcej w podatkach dochodowych – nie licząc wszystkich innych podatków, które płacą – niż otrzymują w postaci świadczeń i usług publicznych. Mają najwyższy wskaźnik obywatelstwa ze wszystkich kategorii imigracyjnych (89%).

W 2018 Kanada przyjęła 28 100 z 92 400 uchodźców, którzy zostali przesiedleni do 25 krajów. Dwie trzecie zostało sponsorowane przez kanadyjskie prywatne programy lub rodziny.

Continue reading “Dzień uchodźcy”

Odkrycie zakłamanej historii

Rozważania wokół zbiorowej mogiły dzieci kanadyjskiej rdzennej ludności

Jedna śmierć może wywołać lawinę. Tak stało się w przypadku śmierci George’a Floyd’a. Odkrycie jednego grobu zadziałało podobnie. Zbiorowa mogiła  215. dzieci przy szkole z internatem w Kamloops w Brytyjskiej Kolumbii w Kanadzie wstrząsnęła opinią publiczną, chociaż temat tak niedawnej historii powinien być ogólnie znany.  Liczby i lata mówią za siebie. Lata 1894 – 1996 to okres działalności szkół, które miały za zadanie „zabić Indianina” w dzieciach rdzennej kanadyjskiej ludności. 150 tys. dzieci siłą odebrane od rodziców, niektóre z nich już w wieku czterech lat, trafiało do akceptowanych przez społeczeństwo instytucji prawnie usankcjonowanych przez rząd i kościoły chrześcijańskie.  W przypadku ww. szkół akt ludobójstwa kulturowego trwał ponad 100 lat i w jego cieniu Kanadyjczycy żyli sobie spokojnie.

Czytam kolejny artykuł o „residential schools”, kolejne  wspomnienia osób w moim wieku, w wieku moich dzieci. Ich przerażająca lektura napawa tym większym smutkiem, że przecież to się działo niemalże na „moich oczach”. Dlaczego ja, jako obywatelka Kanady nie zainteresowałam się historią ludzi, którym odebrano nie tylko kraj, ale i wszystko, co się składa na ich tożsamość, w tym, co każdy naród ma najcenniejsze – dzieci. Odkrycie ich zbiorowej mogiły, a  takich na pewno jest wiele (wg. oficjalnych akt ponad 3. tys. dzieci zmarło w „residential schools”,  a prawdopodobnie tę liczbę trzeba podwoić )  – mam nadzieję zapoczątkuje nową erę, podobnie jak ruch Black Live Matter po śmierci Floyd’a. Jednym z ostatnich posunięć rządu kanadyjskiego jest zachęcanie byłych wychowanków szkół z internatem do zmiany narzuconych im  przez białych „edukatorów” imion i nazwisk na te nadane im przez rodziców. Są opracowywane inne prawa w celu zadośćuczynienia ogromu zła wyrządzonego rdzennej ludności Kanady na przestrzeni wieków.  

Continue reading “Odkrycie zakłamanej historii”

Damy mamy

O byciu matką i o naszej wspólnej matce, Polsce

Bycie matką jest moim największym życiowym osiągnięciem i do tej  deklaracji na pewno  przyłączą się miliony innych matek. Świadomość, że kocham te dwie teraz już kobiety, i że jestem przez nie kochana, jest dla mnie  ciągłym powodem do szczęścia, tak wielkiego, że nawet, gdy przeżywałam najmroczniejsze momenty w moim życiu, nigdy nie przestawałam zdawać sobie sprawy, jakim jestem „wybrańcem bogów”.

Każdy okres życia moich córek przeżywałam jako wyjątkowy. A gdy już zaczęły mówić i wyrażać swoje zdanie na różne tematy, fascynacja tymi „małymi ludzikami o wielkich rozumkach” rosła z dnia na dzień. Na szczęście zapisywałam na bieżąco większość  ich filozoficznych rozważań czy zabawnych powiedzonek typu „jestem troszkę zgrabna, a najszczególniejsi mądra” i dzięki temu dobrze je pamiętam. Okres nastoletni moich córek przeszedł raczej bezkonfliktowo. Pasjonatki nauki, sztuki  i sportów wzbudzały mój podziw – ja w ich wieku nienawidziłam szkoły.

Teraz już są dorosłe i łączy nas przyjacielska komitywa. Jesteśmy „trzy babsztyle –motyle” jak to czasami określa starsza Iwa. Mieszkamy od siebie dość daleko, lecz codziennie ze sobą rozmawiamy. Wyłącznie po polsku, gdyż od momentu wylądowania na ziemi kanadyjskiej, przyjęłam taką zasadę. Dzięki niej  polski język, literatura, historia i kultura ich ojczyzny są im bardzo bliskie.

Continue reading “Damy mamy”

A to Polska właśnie

O mojej emigranckiej „miłości ojczyzny”

Gdyby ojczyzna była po prostu „w moim sercu”, jak u Panny Młodej z „Wesela” Wyspiańskiego, nie zastanawiałabym się nad moim patriotyzmem, czy nad –  może bardziej górnolotnie się wyrażę – „moją miłością do ojczyzny”. Jest to temat, który co jakiś czas mnie frapuje, szczególnie, gdy mam do czynienia z „najstarszą Polonią”, tą tuż powojenną, która udowodniła swoimi nadzwyczajnymi, pełnymi poświęcenia czynami, że rzeczywiście miała Polskę w sercu. Jestem pełna podziwu dla tych ludzi, którzy po okropnych przeżyciach II Wojny Światowej, zaczynając nowe życie od zera, często bez znajomości języka, potrafili stworzyć tak wiele prężnie działających na rzecz ojczyzny organizacji, równocześnie podtrzymujących i przekazujących rodakom na obczyźnie polskie dziedzictwo narodowe.

Do Kanady, podobnie zresztą jak do innych krajów, polska emigracja płynęła falami. Każda z nich miała za sobą inne przeżycia i inne motywacje wyjazdu, czy ucieczki z ojczyzny. Każda z nich tworzyła trochę odrębną grupę polonijną, próbującą nawiązać stosunki ze starszymi emigrantami. Nie zawsze ta współpraca się udawała, nie zawsze stara Polonia rozumiała młodszą, chociażby ci pamiętający II Rzeczpospolitą nie potrafili w pełni zaakceptować dążeń emigracji stanu wojennego. Łączyła ich jednak miłość do Ojczyzny, wprawdzie różnie rozumiana, ale Polska była dla nich najważniejsza.

Continue reading “A to Polska właśnie”

Efekt Urbana

Za komuny zdawaliśmy sobie sprawę, że władza kłamie.  Zrzucaliśmy to na karb „goeopolitycznego położenia” i przyzwyczailiśmy się do peerelowskich sloganów, do propagandy sukcesu i tak naprawdę nikt tego nie brał na poważnie. Gdy nastała Solidarność, prawdomówność wróciła na swoje właściwe miejsce i między innymi dlatego niezależny samorządny związek, legalny czy podziemny, zyskał tak duże zaufanie społeczeństwa, czego wyrazem był wynik czerwcowych wyborów 1989 roku.

Kłamstwa władz komunistycznych lat 80-ych doszły do apogeum, gdy Jerzy Urban jako rzecznik prasowy w sierpniu 1981 ujął w swoje ręce ster propagandy. Podczas stanu wojennego tak „zabłysnął”, że stał się bardziej znienawidzony od generała Jaruzelskiego.  Jeśli chodzi o nagromadzenie kłamstw w konferencjach Urbana to jedynie Dzienniki TV je wyprzedzały.  Nie tylko krętactwa tego  „polskiego Goebbels’a” – jak był często nazywany – wzbudzały taką wściekłość rodaków, ale również bezczelne wypowiedzi  typu „rząd się wyżywi”. Gdyby tylko one cechowały jego działalność, to po Okrągłym Stole można by je podciągnąć pod słynną „grubą kreskę”. A jednak Jerzy Urban prowadził oszczercze, pełne nienawiści kampanie wobec konkretnych osób, m.in. księdza Popiełuszki czy Lecha Wałęsy, nadzorował brutalnymi czystkami w środowisku dziennikarskim, łącznie z propozycjami stawiania niepokornych przed sądem. Zaszkodził wielu ludziom, a jeśli się przyjmie, że słowa potrafią zabijać, to był współwinnym śmierci księdza Popiełuszki.

Continue reading “Efekt Urbana”

Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek

Królewna Śnieżka, Kopciuszek, Mała Syrenka – to były wzorce lat mojego dzieciństwa.  W ten sposób ograniczało się moje marzenia do zdobycia królewicza i stania się  królewną, a nie rozwijano tematu, czym taka królewna ma się zająć. Nie opowiadało się dziewczynkom o ciekawych kobietach, które były aktywistkami, inżynierami, chirurgami, żeglarzami czy piratami i szpiegami. Gdy dorastałyśmy, nasze wzorce poszerzały się o postacie z powieści, które też nie oznaczały się wybitnymi życiowymi postawami. Z osób realnie istniejących wymieniano zaledwie ich kilka, ale nawet życiorys Skłodowskiej był podawany w ojczyźniano-patriotyczny sposób. Jednym słowem moje wzorce lat dziecinnych i młodości były bardzo ograniczone. Już moje córki miały o wiele lepiej, gdyż nie zmuszałam je do bawienia się lalkami i popierałam jakiekolwiek zainteresowania, łącznie z szermierką, strzelaniem z łuku, rzucaniem nożem i oszczepem. A jednak nawet w Kanadzie nie mogły przeczytać książki, w której w dostępny dla dziecka sposób byłyby ukazane takie kobiety jak Hypatia – matematyczka i filozofka, Harriet Tubman – czarnoskóra aktywistka, Grace O’Malley – piratka, Lozen – wojowniczka rdzennej ludności Ameryki Północnej,  Zhenyi Wang – chińska astronautka.

Continue reading “Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”

To nie moja armia, to nie mój Kościół, nie mój rząd, to nie …

W kolejnym arcydziele Polańskiego „Oficer i szpieg”,  gdy major Henry daje dobrą radę podpułkownikowi Picquard’owi, żeby posłuchał przełożonych i nie rozgrzebywał na nowo sprawy Dreyfus’a, tłumacząc mu –  

„To są nasi przywódcy. Musimy słuchać ich rozkazów. Wszystko mi jedno czy Dreyfus jest winny, czy niewinny. Jeśli dostanę rozkaz zabić to zabiję. Jeśli okaże się, że zabiłem niewinnego, to odprawie po nim żałobę. Ale to nie będzie moja wina, to będzie wina armii” –  Picard ma na to tylko jedną odpowiedź:  Może to jest pana armia, ale nie moja.

Za tym lakonicznym zdaniem kryje się uczciwość, która powinna być oczywistością. Nie można pozwolić na skazanie człowieka niewinnego. W przypadku „Sprawy Dreyfus’a” nie pozwala ona  Picquard’owi zrezygnować z walki o sprawiedliwość, chociaż zdaje sobie sprawę z bardzo poważnych konsekwencji – degradacja i więzienie. Pisarz Emil Zola postępuje podobnie, publikując swój słynny list „Oskarżam”, w którym wymienia z nazwiska wszystkie osoby uwikłane w ohydny proces skazujący niewinnego człowieka. Postawa tych dwóch ludzi, zdawałoby się jak najbardziej naturalna, urasta do bohaterstwa.   

Gdy dowiaduję się o kolejnych przestępstwach i przekrętach na różnych szczeblach polskiego świeckiego i kościelnego aparatu władzy, które są przemilczane, ignorowane lub zakłamywane, zastanawiam się, ilu w nim  jest takich Picquard’ów, którzy potrafią powiedzieć: „To nie mój rząd, to nie mój Kościół, to nie moja policja, to nie moja armia, to nie mój wymiar sprawiedliwości, to nie moje miasto, które ogłosiło się strefą wolną od LGBT, to nie …”.

Continue reading “To nie moja armia, to nie mój Kościół, nie mój rząd, to nie …”

Polskie MeToo

Koniec z chamami pod przykrywką artyzmu!” – Dawid Ogrodnik

Anna Paliga, była studentka Łódzkiej Filmówki swoim wpisem na Facebooku wymieniającym niektóre karygodne zachowania wykładowców tej słynnej uczelni otworzyła Puszkę Pandory, porównywalną do filmów braci Sekielskich. Pozornie temat inny, lecz ma wspólny mianownik o nazwie „przemoc”. Fizyczna, psychiczna, seksualna – one wszystkie wywołują cały zestaw przeżyć, od których latami, a nawet przez całe życie nie można się uwolnić. Potrafią nawet doprowadzić do samobójstw.  

Przytoczę tylko dwa zachowanie „wybitnych” pedagogów słynnej uczelni, opisane przez Annę Paligę. Cały tekst można  znaleźć na aktorki stronie facebookowej.

“Prof. dr hab. Mariusz Grzegorzek, rektor naszej szkoły, w trakcie prac nad dyplomem wielokrotnie, niemalże codziennie przez okres trwania prób wpadał w furię i nazywał mnie pier…ą szmatą, k…ą. Poniżał zarówno mnie, jak i moich kolegów w obecności całej grupy i pracowników technicznych”.

„Proza, rok III, prof. Bronisław Wrocławski wyciągnął studentkę na środek sceny, po czym pogryzł ją od dłoni do szyi na oczach całej grupy, po to żeby pokazać drugiemu studentowi, jak gra się pożądanie.”

Continue reading “Polskie MeToo”

Polskość to świętość

Za to Polcy i Polacy to zupełnie co innego.

Ledwo pomyśli taki jeden z drugą coś nieświętego

a już wiu i nie ma w nich Polski.

Bo przecież polskość jest tak święta…

Radek Wiśniewski (Fragment – Na marginesie pewnego procesu. Poezjoesejomat sarkastyczno-teologiczny)

Jak prawdziwa jest treść nie tylko tego fragmentu, ale całego utworu, mogłam się wielokrotnie przekonać podczas rozmów z „prawdziwymi Polakami” i także z tymi „otwartymi na fakty historyczne”. Jedna z nich miała miejsce dwa lata temu. Przyjechałam do mojej przyjaciółki i wieczorem przy dobrym miodzie pitnym rozmowa zeszła nieopatrznie na Jedwabne, mimo moich solennych postanowień, że tematów „jak Polacy pomagali Niemcom zabijać Żydów” z rodakami nie poruszam. Tym razem miałam jednak do czynienia z osobą światłą, interesującą się historią, a ponadto miód szumiał mi w głowie, więc jednak temat został poruszony. No i to był błąd. Przez całą noc wysłuchiwałam, jak to „Żydom się należało”, bo ty „nie wiesz, co oni Polakom robili”, a ogólnie „to oni są winni za wszystkie zbrodnie ludzkości” i dopiero nad ranem ustaliłyśmy, że nawet za te wszystkie bezeceństwa odwet w postaci palenia żywcem kobiet, starców i dzieci jest przesadą, chociaż sprawą otwartą pozostał udział w tym Polaków, bo przecież… tu zacytuje znowu Radka Wiśniewskiego:

Continue reading “Polskość to świętość”

W Polsce polityka jest kobietą?

Co zostało w Polkach z Matek Polek? Czyli z tych, bez których „co mężczyźni by zrobili?” Z tych, które są podporą, usuwają się w cień i uważają, że „tak trzeba”.

Wspominam swoją młodość  – lata szkoły średniej, studiów i  walki o wolność w Solidarności legalnej i tej podziemnej. W każdym z tych etapów dziewczyny i kobiety  – z nielicznymi wyjątkami – grały drugie skrzypce, chociaż  gdyby nie one, to chociażby podziemna Solidarność nie byłaby tak dobrze zorganizowana.  

Etos Solidarności został zaprzepaszczony i z młodego pokolenia prawie nikt nie potrafi wymienić chociażby kilku przywódców tego niezwykłego w skali światowej ruchu. Na pewno nie wymieniłoby (z wyjątkiem Walentynowicz) kobiet. Ich nazwiska są nieznane i to nie wyłącznie dlatego, że w Polsce panował patriarchat, ale same kobiety nie nagłośniły roli, jaką odegrały. Do tej pory nie chcą  „się nią chwalić”, czego sama doświadczyłam w trakcie pracy nad zbiorem relacji do książki „Zanim runęły mury” obejmującej okres 1976– 1989. Udało mi się przeprowadzić wywiady z 22. osobami, w tym czterema kobietami. Chciałam, aby było ich więcej, lecz niestety pięć bardzo znaczących opozycjonistek  mi odmówiło. Z mężczyzn nie odmówił mi żaden!

Continue reading “W Polsce polityka jest kobietą?”

Porozumienie Łódzkie – koniec najdłuższego studenckiego strajku w powojennej Europie

18. lutego 2021. –  40. rocznica podpisania „Łódzkiego Porozumienia”

Gdy w październiku 1980 roku dziewiętnastoletnia Ewa Pabisiak zaczęła swoje wymarzone studia na Wydziale Lekarskim Łódzkiej Akademii Medycznej, nie przypuszczała, że za trzy miesiące weźmie udział w wydarzeniu, które będzie wspominać przez całe życie.

Takiego ogromnego poczucia jedności, wspólnoty, poświęcenia dla sprawy nigdy już więcej nie doświadczyłam. Nigdy nie zaznałam takiej niesamowitej solidarności. To była wyjątkowa lekcja na całe życie.

Continue reading “Porozumienie Łódzkie – koniec najdłuższego studenckiego strajku w powojennej Europie”

Serial Ranczo – co my, Polacy mamy z wójta, księdza, a może z Solejuka?

„Serial „Ranczo”, najlepiej napisana, zagrana i wyreżyserowana saga o współczesnej Polsce” – Daniel Olbrychski w wywiadzie dla Gazety Wyborczej tak podsumowuje  tę „Polskę w pigułce”, zwierzając się, że ogląda serial codziennie. Nie tylko zresztą on.   I ja należę do tego grona. Wydawałoby się, że polsko-kanadyjska młodzież urodzona już w Kanadzie, albo tutaj wychowana, nie załapie humoru „Rancza”. Okazuje się jednak, że – cytując Kaczmarskiego –  serial jest „przetłumaczalny na obce języki”, gdyż  nie tylko moje wychowane w Kandzie córki go uwielbiają, ale również i ich przyjaciele. Moja młodsza córka Tina, animator gier i filmów dwuwymiarowych do tego stopnia go pokochała, że narysowała karykatury dwudziestu trzech bohaterów serialu , które umieściłam jako ilustrację tego bloga – czy państwo potrafią je rozpoznać?

W Ranczu występuje cała plejada bardzo charakterystycznych postaci. Ich wady, tak niezrozumiałe dla Amerykanki Lucy, nas śmieszą,  może dlatego, że są nam tak dobrze znane. Czy my, Polacy jako naród rzeczywiście tacy jesteśmy? Podejrzliwi, zawistni, kłótliwi, robiący sobie nawzajem świństwa, nie przejmujący się biedą i brakiem edukacji, łatwi do zmanipulowania? A jeśli tak jest, jak możemy się zmienić?

Continue reading “Serial Ranczo – co my, Polacy mamy z wójta, księdza, a może z Solejuka?”

Kobiety Solidarności a kobiety z błyskawicą

przemyślenia po lekturze książki Shany Penn „Sekret Solidarności”

Prawo  odbierające wolność kobietom, prawo godzące nie tylko w nie, ale również w ich partnerów. Demonstracje, manifesty, przemowy, organizacje, jednoczenie się – wszystkie formy sprzeciwu  nie pomogły.

Dlaczego polskie kobiety, które szczególnie w okresie od wybuchu stanu wojennego aż do Okrągłego Stołu mające tak ogromny wkład w walkę o niepodległość, w momencie, gdy runęły reżimowe mury nie zadbały o swoje prawa? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć amerykańska pisarka Shana Penn w książce „Sekret Solidarności”.

Mało która Polka wie, że podziemie solidarnościowe było zorganizowane przez grupę kobiet, które nazwały się Damską Grupą Operacyjną (DGO). Młode pokolenie zna jeszcze co poniektóre nazwiska przywódców Solidarności, lecz są to – z wyjątkiem Anny Walentynowicz – nazwiska mężczyzn. W stanie wojennym, gdy aresztowano dziesięć tysięcy działaczy, w olbrzymiej większości mężczyzn (9 tysięcy), Helena Łuczywo, Ewa Kulik, Joanna Szczęsna, Anna Dodziuk, Anna Bikont, Zofia Bydlińska, Małgorzata Pawlicka utworzyły Damską Grupę Operacyjną (DGO).  Te wspaniałe kobiety natychmiast przystąpiły do podziemnej działalności, nie tylko redagując największe podziemne czasopismo „Tygodnik Mazowsze”, lecz budując wokół niego całą strukturę, jak zbieranie informacji, druk i kolportaż. Zajmowały się również szukaniem lokali dla ukrywających się przywódców, aranżując im spotkania w ramach TKK (Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej). Możliwe, że bez DGO Solidarność byłaby jedynie szesnastomiesięczną efemerydą.  Podczas gdy różni działacze konspiry byli namierzani przez SB i aresztowani, wszystkim członkiniom grupy udało się działać w tak doskonałej konspiracji, że przetrwały w podziemiu do końca.  Gdy wyszły „na powierzchnię”, świat się o nich nie dowiedział, a one też nie zadbały o hołd dla swojej  – z całym przekonaniem to piszę – bohaterskiej działalności. 

Continue reading “Kobiety Solidarności a kobiety z błyskawicą”

Covidowa nagonka

Co przetrwało z minionych epok do dzisiejszych czasów? Taktyki wojenne, podboje, czyny sławnych wodzów czy polityków?  Na ten temat można by  długo dywagować, lecz jedna z konkluzji byłaby, że te działania  częściej prowadziły do  wielkich zbrodni niż wniosły coś pozytywnego.

Tymczasem wyobraźmy sobie nasz świat bez wspaniałych budowli, muzeów pełnych obrazów, rzeźb, bez literatury, teatrów i filmów, bez muzyki, czy nawet fresków w jaskiniach  sprzed tysiącleci. To dzieła artystów przetrwały epoki, karmiąc nasze dusze.

Gdyby Mickiewicz wziął udział w Powstaniu Listopadowymi i zginął, nie mielibyśmy Pana Tadeusza, a Chopin nie stworzył by Etiudy Rewolucyjnej.  Ile przepięknych wierszy napisałby Baczyński, gdyby nie został zabity w Powstaniu Warszawskim. Norwid  i Krasiński mogliby tworzyć wiele lat, gdyby żyli w epoce szczepionki na gruźlicę. Tak samo jak utalentowane siostry Brontë, które w młodym wieku zabiła ta straszna choroba.

Continue reading “Covidowa nagonka”

PEREŁKI TUSKA

Śledzę wystąpienia Donalda Tuska w mediach i za każdym razem rośnie mój podziw dla tego niezwykłego polityka, który  jest dla mnie tym, czym polityk powinien być – mądry, świetnie przemawiający, błyskotliwy, opanowany, szczupły, uśmiechnięty, wysportowany … mogłabym tu wymienić długą listę pozytywnych określeń. Ostatnio odkryłam jeszcze dodatkową cechę premiera, która wyróżnia go spośród wszystkich polskich polityków ( i pewnie nie tylko polskich). Jest to niesamowite poczucie humoru – sarkastyczne, uszczypliwe, inteligentne, bez uciekania się do wulgaryzmu, tak ostatnio powszechnie panującego.

 Podczas pobytu w Polsce udało mi się zakupić książkę „Szczerze” autorstwa Donalda Tuska,  pisaną w formie dziennika poruszającego nie tylko tematykę europejskiej i polskiej polityki ostatnich lat.  Poznałam również premiera jako miłośnika literatury, konesera malarstwa, a przede wszystkim ciepłego, troskliwego męża, ojca, dziadka. Dzięki tej książce, jak również telefonicznej rozmowie z Donaldem Tuskiem  – wypowiadał się na temat swojego przyjaciela, Jurka Borowczaka ( do książki „Sierpień 80 rozpoczął Jerzy Borowczak” ) – nabrałam jeszcze większej sympatii do tego polityka i zaczęłam śledzić jego wpisy na twitterze. Gorąco polecam ich lekturę – te lapidarne „perełki”  to cały Tusk!!! Dowcipne, uszczypliwe,  ironiczne – nic dodać, nic ująć.

Wybrałam te dotyczących ostatnich wydarzeń,  Covida  oraz krytyki „miłościwie” nam panującego PiS-u i jego wodza.

Continue reading “PEREŁKI TUSKA”

MŁODOŚCI, TY NAD POZIOMY WYLATUJ

Moje życzenie na rok 2021

Moja młodość przypadła na burzliwe czasy i była pełna spotkań, wspólnych wyjazdów, gorących dyskusji, sporów, ale nigdy nie panowała wśród nas nienawiść, nie rzucaliśmy obraźliwych haseł. Mieliśmy różne poglądy od skrajnie lewicowych po skrajnie religijne, ale nasz kolega z Ruchu Młodej Polski umawiał się ze zagorzałym komunistą na piwo i po często zaciekłej dyskusji żegnali się serdecznie. Tęsknota za wolnością i „żeby było tak jak na zachodzie” nas łączyły, ale nie tylko. Tym wielkim spoiwem była w tamtych czasach kultura. Śpiewaliśmy przy gitarze, chodziliśmy do kina, czytaliśmy te same książki, słuchaliśmy poezji śpiewanej przez Grechutę, Demarczyk, Cohena. Nie tylko młodzi potrafili prowadzić bujne towarzyskie życie. Również i nasi rodzice, chociaż ich codzienność nie była łatwa.

Dzisiaj, gdy wymarzona wolność zagościła na dobre, gdy żadne mocarstwo nam nie chce jej zabrać, nagle utworzyły się tak silne podziały, że spotkania ludzi o odrębnych poglądach są wręcz niemożliwe, nawet w najbliższej rodzinie. 

Continue reading “MŁODOŚCI, TY NAD POZIOMY WYLATUJ”

13. Grudnia 1981 Wielką Nadzieję rozjechały czołgi

13. Grudnia 2020 zamiast czołgów na polskich ulicach pojawiły się tłumy kobiet walczących o swoje prawa

Nigdy nie zapomnę tego dnia. Wczesnym rankiem o wybuchu „wojny” dowiedziałam się od sąsiadki, a potem tak jak prawdopodobnie wszyscy Polacy włączyłam telewizor.  Przemówienia Jaruzelskiego słuchałam z niedowierzaniem, wściekłością i  bezsilnością.  Potem ogarnęła mnie ta ostatnia – bezsilność. Nie wiedziałam, jak mam zaprotestować. Nie byłam robotnicą fabryki, pracowałam w dziale przyrody Muzeum Okręgowego w Radomiu. Na wyjście na ulicę z transparentem z napisem „Solidarność żyje” zabrakło mi odwagi. Pozostałam w domu, sparaliżowana niemocą, strachem, a dopiero następne dni zaczęły przynosić wolę czynu. Na spotkaniach w małych grupach przekazywaliśmy sobie zasłyszane wiadomości, o internowaniach, strajkach, aresztowaniach i ucieczkach. Jak przywódcy przeżyli ten dzień i następne dowiedziałam się dopiero podczas rozmów z niektórymi z nich, po ponad trzydziestu latach dzielących od tych wydarzeń.

Jednym z moich rozmówców był ś.p. Henryk Wujec.

Nawet małe fragmenty jego wywiadu oddają grozę pierwszych dni stanu wojennego.

Continue reading “13. Grudnia 1981 Wielką Nadzieję rozjechały czołgi”

Ofiary boją się mówić

Pedofilia, jedna z najstraszniejszych zbrodni wyrządzona niewinnym istotom, nie zawsze była tak nagłaśniana i piętnowana, jak w ostatnich czasach. W latach mojego dzieciństwa i młodości była ukrywana, nie tylko w Kościele, ale i w całym społeczeństwie. Moje pokolenie nie było uświadamiane w dzieciństwie o zagrażającej jemu pedofili. Dzieci nie przestrzegało się – nie rozmawiaj z obcymi, nie wchodź do ich domów. Nie tłumaczyło się, że trzeba od razu mówić rodzicom o niewłaściwym zachowaniu dorosłych, nawet gdy jest to zbyt częste głaskanie po głowie. Po prostu nie rozmawiało się na „te tematy”, które nawet nie były poruszane w mediach. Za czasów PRL-u dzieci biegały samopas, bez nadzoru dorosłych, i z jednej strony wielu z nas wspomina takie dzieciństwo jako cudowne, a z drugiej częściej zdarzały się wypadki, którym można było zapobiec, gdyby rodzice nie dawali tyle wolności swoim pociechom.

Continue reading “Ofiary boją się mówić”

Spokojna rewolucja – Revolution tranquille – czy możliwa w Polsce?

Od ponad trzydziestu lat mieszkam w Quebecu, we francuskiej prowincji Kanady, która jeszcze nie tak dawno niemalże w 100%  katolicka, obecnie jest prawie kompletnie świecka.  Jest to w dużej mierze zasługa „spokojnej rewolucji”. Miała miejsce w latach sześćdziesiątych i jak jej nazwa wskazuje, pokojowo zmieniła mieszkańców Quebecu.

W latach sześćdziesiątych w Quebecu 85% Frankokanadyjczyków regularnie uczęszczało na mszę, w 2007 już tylko 15%, a obecnie 5%. W latach 2003–2014 zamknięto ponad 400 katolickich świątyń. Quebec zajmuje pierwsze miejsce w Kanadzie pod względem liczby par konkubenckich.

Świadkami rezultatów „spokojnej rewolucji” są opuszczone kościoły, czasami zamieniane na świątynie innych wyznań, czasami na domy weselne, a najczęściej stoją puste i popadają w ruinę. Okazałe budowle klasztorne pełnią rolę szkół, szpitali czy budynków użytku publicznego.

Continue reading “Spokojna rewolucja – Revolution tranquille – czy możliwa w Polsce?”

Kaczotalibanofaszyzm

Do tej pory zżymałam się trochę, gdy czytałam posty na Facebooku mojego znajomego, który za każdym razem wspominając polskie władze używa najgorszych określeń.  Teraz zwracam mu honor. A nawet uważam, że i tak był delikatny  w epitetach. To co staje się w Polsce na oczach całego cywilizowanego  świata nie można nazwać jakimkolwiek politycznym słowem. Można jedynie obrzucić najgorszymi obelgami.  Zatwierdzoną przez Trybunał Konstytucyjny ustawę jedynie nie można określić jako komunistyczną, bo w PRL-u kobiety mogły prawnie, bez podawania powodów usunąć ciążę do 3 miesiąca.

To w dużej mierze Polki walczyły o Niepodległą , szczególnie, gdy w stanie wojennym mężczyźni siedzieli po więzieniach, a one nie rzucając się w oczy, po cichu pisały, drukowały, kolportowały,  przewoziły w wózkach dziecinnych bibułę. Wolna Polska od początku je nie rozpieszczała, jeśli chodzi o ustawę o aborcji.  Rozpychający się w swoich nowo nadanych  prawach kościół katolicki cały czas naciskał władze, a ta nigdy nie potrafiła tak naprawdę stanąć po stronie kobiet.

Continue reading “Kaczotalibanofaszyzm”

Życie rdzennej ludności ma znaczenie

W USA i na świecie nie tak dawno śmierć George’a Floyda wywołała protesty, które zainicjowały ruch “Black Lives Matters” – “Życie ludzi czarnoskórych ma znaczenie”. Po śmierci Joyce Echaquan, rdzennej kobiety z kanadyjskiego plemienia Manawan, manifestanci noszą transparenty „Indigenous Lives Matters” – „Życie rdzennej ludności ma znaczenie”.

W jednym i drugim przypadku pojedyncza śmierć wywołała lawinę przypominania bezprawia, zbrodni, aktów nienawiści, których nie można łatwo zapomnieć, gdyż zdarzają się cały czas, mimo że, zdawałoby się, tyle zostało już powiedziane,  łącznie z przeprosinami wygłaszanymi przez polityków.

Gdyby jednak nie ostatnia technologia smartfonów, oba przypadki, zarówno  Floyda jak i Echaquan pewnie zostałyby  przemilczane, tak jak tysiące innych. Joyce Echaquan zdołała nagrać swoje ostatnie chwile spędzone w szpitalu w leżącej w kanadyjskiej prowincji Quebec miejscowości Joliette. Trzydziestosiedmioletnia matka siedmiorga dzieci umarła otoczona nie opieką, jaką każdy człowiek spodziewa się otrzymać w szpitalu, lecz  lżona wyzwiskami typu – „bezdennie głupia” , „nadaje się tylko do seksu”,  „twoje dzieci muszą tobą pogardzać”. Gdy odmówiła morfiny, będąc na nią uczulona, została przywiązana do łóżka i podano jej ten środek na siłę.

Continue reading “Życie rdzennej ludności ma znaczenie”

Małe Anioły – czy tylko w Kolumbii?

O kontaktach między dziećmi a seniorami

Pandemia najbardziej dotknęła ludzi w podeszłym wieku, szczególnie tych przebywających w domach seniora, gdzie śmierć podczas pierwszej fali Covida zbierała bogate żniwo, nawet w krajach stawianych za przykład opieki socjalnej i medycznej,  jakim jest np. Szwecja.

W dalekiej i bliższej przeszłości w przeważającej mierze życie starszych osób nie było sielankowe – wystarczy poczytać powieści typu “Chłopi” Reymonta, czy międzynarodową literaturę współczesną i minionych wieków. Wprawdzie wtedy staruszkami zajmowały się na ogół rodziny, a nie jak obecnie „domy spokojnej starości”, lecz zapominamy, że jeszcze nie tak dawno świat nawiedzały potężne klęski głodu, więc na pewno brakowało funduszy na opiekę dla niedołężnych, starzejących się ludzi. W obecnych czasach nędzę udało się w znacznym stopniu zwalczyć (tylko 10 % światowej populacji cierpi głód), lecz czy taki stan rzeczy  pozytywnie wpływa na ostatnie lata człowieka?

Zdawałoby się, że im jesteśmy zamożniejsi tym lepiej nam się żyje na starość. Gdyby można jeszcze kupić brak samotności i miłość, wtedy rzeczywiście w naszych czasach „jesień życia” byłaby złota. A jednak przerażające komunikaty w mediach typu „nie zostawiajcie starszych ludzi przed szpitalami” świadczą o nasilającym się rozdzieleniu świata młodych od starych i o coraz częstszym braku kontaktu między dwoma, czy trzema pokoleniami, nawet jeśli starsza osoba mieszka z rodziną.

Pandemia dołożyła ciężaru do smutnych wiadomości ze świata. Jeśli jakiekolwiek optymistyczne się pojawiają, to giną w morzu tych tragicznych i codzienne karmienie się nimi może niejednego doprowadzić do ciężkiej depresji. Staram się wyłapywać te pozytywne i w moich poszukiwaniach „promyków dobra” natknęłam się na film dokumentalny zatytułowany „Little Angel of Columbia”  – „Mały anioł z Kolumbii.”

Continue reading “Małe Anioły – czy tylko w Kolumbii?”

Bereza Kartuska – czarna karta polskiej historii

Wśród horrorów II wojny światowej na pierwsze miejsce wybijają się hitlerowskie obozy koncentracyjne. Te pierwsze, utworzone na terenie Niemiec, początkowo nie były obozami zagłady, ale miały m. in. na celu odizolowanie i ukaranie oponentów władzy. Zdawałoby się, że tego typu obozy są już daleką, okrutną przeszłością, lecz niestety istnieją nadal, jak te przeznaczone dla osób LGBT w Czeczeni, dla muzułmanów w Chinach czy dla więźniów politycznych w Korei Północnej.

Każda władza autorytarna czy totalitarna dąży do „usunięcia” w mniej lub bardziej skuteczny sposób przeciwników. Autorytarny polski rząd lat trzydziestych się od niej nie różnił. Oprócz skazania oponentów politycznych w Procesie Brzeskim, 17 czerwca 1934 roku powstał dekret powołujący obozy odosobnienia, zaskakująco często nazywany wówczas „dekretem o obozach koncentracyjnych”, między innymi na łamach przedwojennej prasy.

Dekret o obozach koncentracyjnych (…) zdaje się być wyraźną zapowiedzią bezkompromisowego likwidowania dalszych bastionów parlamentaryzmu i dlatego witamy go z zadowoleniem. – „Gazeta Polska”

Continue reading “Bereza Kartuska – czarna karta polskiej historii”

„Two Spirit” („Podwójni duchem”) – osoby LGBT u północnoamerykańskich ludów rdzennych

Powrót północnoamerykańskich ludów rdzennych do dawnych zwyczajów traktowania osób LGBT, zanim biały człowiek narzucił im „chrześcijańskie normy”.

W wielu kulturach ludów rdzennych Ameryki Północnej, przed przybyciem Europejczyków, ludzie określani współcześnie jako LGBT byli nazywani „Two Spirit” czyli „podwójni duchem”. Uważano, że są oni obdarowani duchem mężczyzny i kobiety. W wielu przypadkach byli postrzegani jako trzecia płeć, bardzo szanowana i ceniona. Przez wiele lat niszczenia cywilizacji ludów rdzennych przez kolonizatorów, role „podwójnych duchem” zostały zdegradowane, a szacunek i cześć zastąpiono homofobią, która na przestrzeni wieków przybierała różne formy, niekiedy zbrodnicze.

Warto przypomnieć jak rdzenna ludność Ameryki Północnej, nazwana przez chrześcijańskich najeźdźców „prymitywną i pogańską”, traktowała i postrzegała ludzi o „podwójnym duchu”.

Continue reading “„Two Spirit” („Podwójni duchem”) – osoby LGBT u północnoamerykańskich ludów rdzennych”

Porozumienie Sierpniowe – na ile odmieniło oblicze „tej ziemi”

W 40. rocznicę wydarzeń, które tak szybko uległy zapomnieniu

Dwa sierpnie – a jakże odmienne. W sierpniu 1944 wybuchło Powstanie Warszawskie, a w sierpniu  1980  – strajk w Stoczni Gdańskiej, który rozpoczął niezwykły okres zwany Karnawałem Solidarności. Pierwszy sierpień przyniósł  ogromną klęskę – 200 tys. osób straciło życie. Sierpień 80 zakończył się Porozumieniem i – cytując Jana Pawła II – „odmienił oblicze tej ziemi”.

Cały świat uległ fascynacji polskim Sierpniem 80 i jego kontynuacją. Takiego Karnawału Solidarności nigdy nie było i pewnie nie będzie. Na pewno był jedynym takim w polskiej historii. To o nim powinny powstawać filmy, powieści, wiersze, pieśni, dzieła sztuki. To nim, my Polacy, powinniśmy chwalić się i być z niego dumni. Każdy kraj ma w swojej historii jakiś jej fragment, który cały czas jest przypominany i stawiany za wzór przyszłym pokoleniom. My mamy Solidarność. Tymczasem czy przeciętny Polak zna i czci ten niezwykły okres? Opluwany, zohydzony, oczerniany zamiast stać się naszą wizytówką, został wstydliwie schowany, a jeśli jest wspominany, to w sposób przekręcony, nieprawdziwy, zakłamany.

Continue reading “Porozumienie Sierpniowe – na ile odmieniło oblicze „tej ziemi””

Henryk Wujec – Wielki Człowiek

Henryka Wujca spotkałam dwa razy. Trzy lata temu poprosiłam go o udzielenie mi wywiadu – wtedy jeszcze nie myślałam o publikacji wywiadów z opozycjonistami w formie książki, tylko zbierałam materiały do powieści „Oporniki”, której tłem historycznym miały być lata 1976 – 1989.  Pan Henryk od razu wyraził zgodę na rozmowę, chociaż nie jestem znaną postacią w świecie literackim. Po prostu uważał, że nawet jednej osobie warto poświęcić czas, jeśli może jej przekazać swoją wiedzę i doświadczenia z tego najpiękniejszego okresu w historii Polski, kiedy oczy całego świata przypatrywały się naszej ojczyźnie z podziwem.

Umówiłam się z Panem Henrykiem w kawiarni. Zadzwonił do mnie, że spóźni się 10 minut.  Obok mnie siedziały przy stoliku dwie starsze panie i gdy dowiedziały się, że jestem umówiona z Henrykiem Wujcem, obie jednocześnie określiły mojego przyszłego rozmówcę – „o, to Wielki Człowiek!”

„Wielki Człowiek” pojawił się tak jak zapowiedział, jeszcze raz przepraszając za dziesięciominutowe spóźnienie. Zamówił kawę i ciastko. Gdy kelnerka go obsłużyła, upił łyk kawy, spojrzał na mnie, przekroił ciastko na pół i spytał z ujmującym uśmiechem: „zje pani razem ze mną? A potem dodał: „Kiedyś  w swojej torbie często nosiłem coś do jedzenia i zawsze znalazł się  ktoś, z kim mogłem się podzielić. Między innymi zdarzyło się to w stanie wojennym.”

Przytoczę tu fragment wywiadu, w którym Pan Henryk wspomina ten moment:

Continue reading “Henryk Wujec – Wielki Człowiek”

Sierpień 80– trzech z Lenina

 Stocznia im. Lenina, Huta im. Lenina, Kopalnia im. Lenina – pierwsze dwa zakłady –  dwa kolosy PRL-u znają prawie wszyscy Polacy po czterdziestce, natomiast Kopalnię im. Lenina, obecnie nosi nazwę Wesoła, pewnie tylko Ślązacy. Stocznia i Huta były to pomniki polskiej komuny zatrudniające dziesiątki tysięcy ludzi – Stocznia piętnaście tysięcy, Huta – trzydzieści osiem. W porównaniu z nimi Kopalnia to liliput z zaledwie dziewięcioma tysiącami pracowników. Te trzy zakłady łączyło imię wodza Rewolucji Październikowej i jak na czasy rewolucyjne przystało, pamiętnego Sierpnia’80, stanęły do walki o prawa robotników, o godność ludzką, o demokratyzację Polski.

Historia gorącego lata 1980 to nie tylko stocznia i Porozumienia Sierpniowe. To też lipcowe strajki, które zakończyły się umowami z władzą, a nie krwawymi represjami. To one stanowiły preludium Sierpnia, kiedy w szczytowym momencie w Polsce protestowało 700 zakładów – coś niebywałego w całej historii polskiego PRL-u.

Trzy lata temu zaczęłam przeprowadzać wywiady do książki „Zanim runął mur”, której wydanie planowałam na 40 rocznicę Porozumień Sierpniowych. Z powodu pandemii nie będzie hucznych obchodów tej rocznicy, lecz mam nadzieję, że uda się wydać tak ważną publikację, która na ponad 600. stronach zawiera wypowiedzi znanych opozycjonistów i działaczy Solidarności. Jest ich dwudziestu jeden – tyle samo, ile postulatów historycznego strajku i najważniejszego ze wszystkich porozumień, Porozumienia w Stoczni Gdańskiej. 

Wśród moich rozmówców znalazło się „trzech z Lenina”, czyli Jerzy Borowczak ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina, Edward Nowak z Huty im. Lenina i Henryk Sikora z Kopalni im. Lenina.

Coraz mniej Polaków zna dobrze wydarzenia tamtych „gorących dni sierpniowych”, które doprowadziły do powstania Solidarności, potężnego, dziesięciomilionowego ruchu. To było nasze pierwsze polskie tak liczne powstanie narodowe, walczące tym razem nie orężem, ale zorganizowanymi, pokojowymi metodami. Powstanie zakończone zwycięstwem!

Continue reading “Sierpień 80– trzech z Lenina”

Pomniki, ale jakie?

Sierpień w polskiej historii kilka razy był gorący. Ten z 1944 roku, nie tylko gorący, ale wyjątkowo krwawy zawsze budzi moje kontrowersje. Chylę czoła przed powstańcami,  którzy poszli „w bój”, często bez broni i jakże dla wielu był to „bój ostatni”. Możliwe, że gdyby te straszne czasy przypadły na moją młodość, poszłabym razem z nimi. Kto wie, czy jednak, jako matka, nie zamknęłabym w pokoju rwących się do powstania syna lub córkę – tak zrobiła moja znajoma ze swoim synem i przez długie lata nie mógł jej tego wybaczyć. Ale przeżył.

Powstańcy  doczekali się pomnika. Tym co walczyli, na pewno on się należy, chociaż wolałabym, żeby nie przedstawiał prawie wyłącznie mężczyzn. Przecież w czasie powstania kobiety były sanitariuszkami, łączniczkami, walczyły z bronią w ręku, stanowiły ponad 60% stanu plutonu łączności kanałowej, działały w  służbach sabotażu, kwatermistrzostwa, informacji i propagandy.

 Udział dzieci w powstaniu upamiętnia Pomnik Małego Powstańca. To, że młodzi ludzie zostali wysłani przez głupich, żeby nie powiedzieć zbrodniczych dowódców na prawie pewną śmierć, na walkę z bardzo okrutnym, bezwzględnym, militarnie świetnie wyposażonym wrogiem, to jest dla mnie jeden z wielu nie do pogodzenia  aspektów Powstania Warszawskiego. Następnym – jak mogło dojść do uczestnictwa w nim dzieci. Co z tego, że głównie jako łączników, gdyż dowództwo dostało zakaz dawania im broni – zresztą sami powstańcy jej prawie nie mieli. Wyjątkiem był 11 letni Witold Modelski – „Warszawiak”, który przyszedł z własnym karabinem. Zdarzało się jednak, że dzieci brały udział w walkach wyposażone w butelki z benzyną.

Continue reading “Pomniki, ale jakie?”