Małe Anioły – czy tylko w Kolumbii?

O kontaktach między dziećmi a seniorami

Pandemia najbardziej dotknęła ludzi w podeszłym wieku, szczególnie tych przebywających w domach seniora, gdzie śmierć podczas pierwszej fali Covida zbierała bogate żniwo, nawet w krajach stawianych za przykład opieki socjalnej i medycznej,  jakim jest np. Szwecja.

W dalekiej i bliższej przeszłości w przeważającej mierze życie starszych osób nie było sielankowe – wystarczy poczytać powieści typu “Chłopi” Reymonta, czy międzynarodową literaturę współczesną i minionych wieków. Wprawdzie wtedy staruszkami zajmowały się na ogół rodziny, a nie jak obecnie „domy spokojnej starości”, lecz zapominamy, że jeszcze nie tak dawno świat nawiedzały potężne klęski głodu, więc na pewno brakowało funduszy na opiekę dla niedołężnych, starzejących się ludzi. W obecnych czasach nędzę udało się w znacznym stopniu zwalczyć (tylko 10 % światowej populacji cierpi głód), lecz czy taki stan rzeczy  pozytywnie wpływa na ostatnie lata człowieka?

Zdawałoby się, że im jesteśmy zamożniejsi tym lepiej nam się żyje na starość. Gdyby można jeszcze kupić brak samotności i miłość, wtedy rzeczywiście w naszych czasach „jesień życia” byłaby złota. A jednak przerażające komunikaty w mediach typu „nie zostawiajcie starszych ludzi przed szpitalami” świadczą o nasilającym się rozdzieleniu świata młodych od starych i o coraz częstszym braku kontaktu między dwoma, czy trzema pokoleniami, nawet jeśli starsza osoba mieszka z rodziną.

Pandemia dołożyła ciężaru do smutnych wiadomości ze świata. Jeśli jakiekolwiek optymistyczne się pojawiają, to giną w morzu tych tragicznych i codzienne karmienie się nimi może niejednego doprowadzić do ciężkiej depresji. Staram się wyłapywać te pozytywne i w moich poszukiwaniach „promyków dobra” natknęłam się na film dokumentalny zatytułowany „Little Angel of Columbia”  – „Mały anioł z Kolumbii.”

Continue reading “Małe Anioły – czy tylko w Kolumbii?”

Bereza Kartuska – czarna karta polskiej historii

Wśród horrorów II wojny światowej na pierwsze miejsce wybijają się hitlerowskie obozy koncentracyjne. Te pierwsze, utworzone na terenie Niemiec, początkowo nie były obozami zagłady, ale miały m. in. na celu odizolowanie i ukaranie oponentów władzy. Zdawałoby się, że tego typu obozy są już daleką, okrutną przeszłością, lecz niestety istnieją nadal, jak te przeznaczone dla osób LGBT w Czeczeni, dla muzułmanów w Chinach czy dla więźniów politycznych w Korei Północnej.

Każda władza autorytarna czy totalitarna dąży do „usunięcia” w mniej lub bardziej skuteczny sposób przeciwników. Autorytarny polski rząd lat trzydziestych się od niej nie różnił. Oprócz skazania oponentów politycznych w Procesie Brzeskim, 17 czerwca 1934 roku powstał dekret powołujący obozy odosobnienia, zaskakująco często nazywany wówczas „dekretem o obozach koncentracyjnych”, między innymi na łamach przedwojennej prasy.

Dekret o obozach koncentracyjnych (…) zdaje się być wyraźną zapowiedzią bezkompromisowego likwidowania dalszych bastionów parlamentaryzmu i dlatego witamy go z zadowoleniem. – „Gazeta Polska”

Continue reading “Bereza Kartuska – czarna karta polskiej historii”

„Two Spirit” („Podwójni duchem”) – osoby LGBT u północnoamerykańskich ludów rdzennych

Powrót północnoamerykańskich ludów rdzennych do dawnych zwyczajów traktowania osób LGBT, zanim biały człowiek narzucił im „chrześcijańskie normy”.

W wielu kulturach ludów rdzennych Ameryki Północnej, przed przybyciem Europejczyków, ludzie określani współcześnie jako LGBT byli nazywani „Two Spirit” czyli „podwójni duchem”. Uważano, że są oni obdarowani duchem mężczyzny i kobiety. W wielu przypadkach byli postrzegani jako trzecia płeć, bardzo szanowana i ceniona. Przez wiele lat niszczenia cywilizacji ludów rdzennych przez kolonizatorów, role „podwójnych duchem” zostały zdegradowane, a szacunek i cześć zastąpiono homofobią, która na przestrzeni wieków przybierała różne formy, niekiedy zbrodnicze.

Warto przypomnieć jak rdzenna ludność Ameryki Północnej, nazwana przez chrześcijańskich najeźdźców „prymitywną i pogańską”, traktowała i postrzegała ludzi o „podwójnym duchu”.

Continue reading “„Two Spirit” („Podwójni duchem”) – osoby LGBT u północnoamerykańskich ludów rdzennych”

Porozumienie Sierpniowe – na ile odmieniło oblicze „tej ziemi”

W 40. rocznicę wydarzeń, które tak szybko uległy zapomnieniu

Dwa sierpnie – a jakże odmienne. W sierpniu 1944 wybuchło Powstanie Warszawskie, a w sierpniu  1980  – strajk w Stoczni Gdańskiej, który rozpoczął niezwykły okres zwany Karnawałem Solidarności. Pierwszy sierpień przyniósł  ogromną klęskę – 200 tys. osób straciło życie. Sierpień 80 zakończył się Porozumieniem i – cytując Jana Pawła II – „odmienił oblicze tej ziemi”.

Cały świat uległ fascynacji polskim Sierpniem 80 i jego kontynuacją. Takiego Karnawału Solidarności nigdy nie było i pewnie nie będzie. Na pewno był jedynym takim w polskiej historii. To o nim powinny powstawać filmy, powieści, wiersze, pieśni, dzieła sztuki. To nim, my Polacy, powinniśmy chwalić się i być z niego dumni. Każdy kraj ma w swojej historii jakiś jej fragment, który cały czas jest przypominany i stawiany za wzór przyszłym pokoleniom. My mamy Solidarność. Tymczasem czy przeciętny Polak zna i czci ten niezwykły okres? Opluwany, zohydzony, oczerniany zamiast stać się naszą wizytówką, został wstydliwie schowany, a jeśli jest wspominany, to w sposób przekręcony, nieprawdziwy, zakłamany.

Continue reading “Porozumienie Sierpniowe – na ile odmieniło oblicze „tej ziemi””

Henryk Wujec – Wielki Człowiek

Henryka Wujca spotkałam dwa razy. Trzy lata temu poprosiłam go o udzielenie mi wywiadu – wtedy jeszcze nie myślałam o publikacji wywiadów z opozycjonistami w formie książki, tylko zbierałam materiały do powieści „Oporniki”, której tłem historycznym miały być lata 1976 – 1989.  Pan Henryk od razu wyraził zgodę na rozmowę, chociaż nie jestem znaną postacią w świecie literackim. Po prostu uważał, że nawet jednej osobie warto poświęcić czas, jeśli może jej przekazać swoją wiedzę i doświadczenia z tego najpiękniejszego okresu w historii Polski, kiedy oczy całego świata przypatrywały się naszej ojczyźnie z podziwem.

Umówiłam się z Panem Henrykiem w kawiarni. Zadzwonił do mnie, że spóźni się 10 minut.  Obok mnie siedziały przy stoliku dwie starsze panie i gdy dowiedziały się, że jestem umówiona z Henrykiem Wujcem, obie jednocześnie określiły mojego przyszłego rozmówcę – „o, to Wielki Człowiek!”

„Wielki Człowiek” pojawił się tak jak zapowiedział, jeszcze raz przepraszając za dziesięciominutowe spóźnienie. Zamówił kawę i ciastko. Gdy kelnerka go obsłużyła, upił łyk kawy, spojrzał na mnie, przekroił ciastko na pół i spytał z ujmującym uśmiechem: „zje pani razem ze mną? A potem dodał: „Kiedyś  w swojej torbie często nosiłem coś do jedzenia i zawsze znalazł się  ktoś, z kim mogłem się podzielić. Między innymi zdarzyło się to w stanie wojennym.”

Przytoczę tu fragment wywiadu, w którym Pan Henryk wspomina ten moment:

Continue reading “Henryk Wujec – Wielki Człowiek”

Sierpień 80– trzech z Lenina

 Stocznia im. Lenina, Huta im. Lenina, Kopalnia im. Lenina – pierwsze dwa zakłady –  dwa kolosy PRL-u znają prawie wszyscy Polacy po czterdziestce, natomiast Kopalnię im. Lenina, obecnie nosi nazwę Wesoła, pewnie tylko Ślązacy. Stocznia i Huta były to pomniki polskiej komuny zatrudniające dziesiątki tysięcy ludzi – Stocznia piętnaście tysięcy, Huta – trzydzieści osiem. W porównaniu z nimi Kopalnia to liliput z zaledwie dziewięcioma tysiącami pracowników. Te trzy zakłady łączyło imię wodza Rewolucji Październikowej i jak na czasy rewolucyjne przystało, pamiętnego Sierpnia’80, stanęły do walki o prawa robotników, o godność ludzką, o demokratyzację Polski.

Historia gorącego lata 1980 to nie tylko stocznia i Porozumienia Sierpniowe. To też lipcowe strajki, które zakończyły się umowami z władzą, a nie krwawymi represjami. To one stanowiły preludium Sierpnia, kiedy w szczytowym momencie w Polsce protestowało 700 zakładów – coś niebywałego w całej historii polskiego PRL-u.

Trzy lata temu zaczęłam przeprowadzać wywiady do książki „Zanim runął mur”, której wydanie planowałam na 40 rocznicę Porozumień Sierpniowych. Z powodu pandemii nie będzie hucznych obchodów tej rocznicy, lecz mam nadzieję, że uda się wydać tak ważną publikację, która na ponad 600. stronach zawiera wypowiedzi znanych opozycjonistów i działaczy Solidarności. Jest ich dwudziestu jeden – tyle samo, ile postulatów historycznego strajku i najważniejszego ze wszystkich porozumień, Porozumienia w Stoczni Gdańskiej. 

Wśród moich rozmówców znalazło się „trzech z Lenina”, czyli Jerzy Borowczak ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina, Edward Nowak z Huty im. Lenina i Henryk Sikora z Kopalni im. Lenina.

Coraz mniej Polaków zna dobrze wydarzenia tamtych „gorących dni sierpniowych”, które doprowadziły do powstania Solidarności, potężnego, dziesięciomilionowego ruchu. To było nasze pierwsze polskie tak liczne powstanie narodowe, walczące tym razem nie orężem, ale zorganizowanymi, pokojowymi metodami. Powstanie zakończone zwycięstwem!

Continue reading “Sierpień 80– trzech z Lenina”

Pomniki, ale jakie?

Sierpień w polskiej historii kilka razy był gorący. Ten z 1944 roku, nie tylko gorący, ale wyjątkowo krwawy zawsze budzi moje kontrowersje. Chylę czoła przed powstańcami,  którzy poszli „w bój”, często bez broni i jakże dla wielu był to „bój ostatni”. Możliwe, że gdyby te straszne czasy przypadły na moją młodość, poszłabym razem z nimi. Kto wie, czy jednak, jako matka, nie zamknęłabym w pokoju rwących się do powstania syna lub córkę – tak zrobiła moja znajoma ze swoim synem i przez długie lata nie mógł jej tego wybaczyć. Ale przeżył.

Powstańcy  doczekali się pomnika. Tym co walczyli, na pewno on się należy, chociaż wolałabym, żeby nie przedstawiał prawie wyłącznie mężczyzn. Przecież w czasie powstania kobiety były sanitariuszkami, łączniczkami, walczyły z bronią w ręku, stanowiły ponad 60% stanu plutonu łączności kanałowej, działały w  służbach sabotażu, kwatermistrzostwa, informacji i propagandy.

 Udział dzieci w powstaniu upamiętnia Pomnik Małego Powstańca. To, że młodzi ludzie zostali wysłani przez głupich, żeby nie powiedzieć zbrodniczych dowódców na prawie pewną śmierć, na walkę z bardzo okrutnym, bezwzględnym, militarnie świetnie wyposażonym wrogiem, to jest dla mnie jeden z wielu nie do pogodzenia  aspektów Powstania Warszawskiego. Następnym – jak mogło dojść do uczestnictwa w nim dzieci. Co z tego, że głównie jako łączników, gdyż dowództwo dostało zakaz dawania im broni – zresztą sami powstańcy jej prawie nie mieli. Wyjątkiem był 11 letni Witold Modelski – „Warszawiak”, który przyszedł z własnym karabinem. Zdarzało się jednak, że dzieci brały udział w walkach wyposażone w butelki z benzyną.

Continue reading “Pomniki, ale jakie?”

Społeczeństwo obywatelskie i koreańskie „nunchi”

Koreańska idea „nunchi” nie była mi znana, chociaż nieświadomie stosowałam jej niektóre reguły w wychowaniu moich córek. Poniżej opisana sytuacja pokazuje jeden z aspektów „nunchi”, a właściwie czego ta idea nie toleruje.

Pewna Amerykanka ze wzajemnością zakochała się w Koreańczyku i tuż przed ślubem oboje wybrali się do Korei Południowej, aby przyszła panna młoda mogła poznać  rodzinę swojego narzeczonego. Przyszli teściowie  przywitali ją bardzo uprzejmie i jednym z pierwszych pytań, jakie jej zadali było:

„Czego oczekuje po tobie twoja rodzina?”

„Abym była szczęśliwa”– padła szybka odpowiedź.

Koreańczycy wzruszyli ramionami, spoglądając z niechęcią na młodą kobietę.

„Typowo amerykańskie zachowanie. Wszystko dla siebie, a nic dla rodziny.”

„Nunchi” – (nunczi) znaczy po koreańsku „miara oka”. Jest to sztuka wyczuwania myśli i zachowania otaczających nas ludzi – a następnie odpowiedniego i szybkiego reagowania. Dobrze opanowana metoda pozwala niemalże czytać w myślach innych osób poprzez obserwację ich gestów czy wyrazów twarzy, dzięki czemu w konwersacji możemy dopasować się do drugiego człowieka, odgadnąć, co nas łączy. „Nunchi” uczy życia w społeczeństwie, a nie zamknięcia się we własnym „ja”. Nie ma w niej miejsca na często używany we współczesnym świecie sposób patrzenia na siebie – „jesteś wyjątkowy i najważniejsze jest twoje szczęście”. Jednym słowem „nunchi” jest taktyką na uformowanie człowieka dobrze przygotowanego do życia obywatelskiego.

W jakim stopniu my, Polacy jako społeczeństwo jesteśmy „nunchi?” Czy nam, należącym do zupełnie innej kultury „nunchi” jest przydatna? Zastanawiając się nad tym, przypomniały mi się słowa Władysława Frasyniuka, które wypowiedział podczas udzielonego mi wywiadu:

„Przez te szesnaście miesięcy Solidarności zdobyliśmy taką dojrzałość i wiedzę, że każdy z nas powinien mieć tytuł magistra. To dlatego czerwoni się przestraszyli i wprowadzili stan wojenny, gdyż zorientowali się, że mają do czynienia z coraz bardziej dojrzałym społeczeństwem. Wydaje mi się, że wtedy było bardziej obywatelskie i bardziej zorganizowane niż teraz, gdy żyjemy już 30 lat w wolnej Polsce.”

Continue reading “Społeczeństwo obywatelskie i koreańskie „nunchi””

Kultura – czyli powstawanie z kolan

Wielu znanych ludzi podkreślało wartość kultury jako jeden z ważniejszych czynników rozwoju społeczeństwa. Jedna z najsłynniejszych wypowiedzi dotycząca kultury, a przypisywana Churchillowi, niestety nie jest prawdziwa, chociaż te słowa są jakże trafne. Przypomnę je tym, którzy ich nie znają:

Trwała wojna. Churchillowi przyniesiono budżet kraju. Przeczytał uważnie i spytał:

 „A gdzie pieniądze na kulturę?” „Przecież trwa wojna, jaka kultura?” – odpowiedział któryś z polityków. „Jeżeli nie ma kultury, to o co my do cholery walczymy?!”  – zdenerwował się Churchill.

Natomiast autentyczna wypowiedź Churchilla jest równie trafna: „Sztuka jest niezbędna dla pełnego życia narodowego. Państwo jest zobowiązane do jej podtrzymywania i wspierania.”

Co przetrwało z dawnych państwowości, tych z minionych wieków? Czy są to idee wodzów, którzy podbijali narody w licznych wojnach? Czy zwycięskie bitwy, które po latach okazywały się zgubne w skutkach? Co zostało po „wielkich czynach” polityków, którzy z wysiłkiem tworzyli imperia, upadające często jeszcze za ich życia. Gdyby nie budowle, obrazy, rzeźby, literatura i muzyka, nic by nie zostało po dawnych czasach.

Niedawno rozmawiałam ze znanym polskim artystą, który zauważył, że prawie żaden z kandydatów na prezydenta nie podkreślał w swoich wystąpieniach znaczenia kultury i jak ważna jest pomoc dla jej twórców  w trudnym okresie pandemii. Jedynie Władysław Kosiniak–Kamysz dobitnie wyraził się na ten temat:

Continue reading “Kultura – czyli powstawanie z kolan”

Nasz-mój Prezydent

Jaki powinien być? Każdy Polak, który zamierza wziąć udział w nadchodzących wyborach zadaje sobie to pytanie. Są tacy, którzy już wiedzą, inni się jeszcze wahają.

A ja? Uprzednio zdecydowana oddać głos na panią Małgorzatę Kidawę-Błońską nie byłam tak zupełnie przekonana do kandydatki, chociaż jestem jak najbardziej za coraz większą ilością kobiet w polityce i panią Kidawę szanuję za jej działalność, wystąpienia, wartości, które sobą reprezentuje. Mój głos na nią nie byłby „tym mniejszym złem”, chociaż też nie była to „moja pani prezydent”. Przemówienie Pani Małgorzaty po ustąpieniu z kandydowania wzmogło mój do niej szacunek. Na jej miejsce pojawił się młody, energiczny, przystojny, świetny mówca… można jeszcze długo mnożyć pozytywne określenia. W ekspresowym tempie zebrał potrzebnych 100 tysięcy podpisów, ba, je zwielokrotnił i miałam w tym swój mały udział.

Za ponad tydzień wybory i idę na nie z mocnym przekonaniem, powtarzając słowa Barbary Labudy, wspaniałej kobiety, którą miałam przyjemność poznać osobiście – „stawką jest przyszłość nas wszystkich, a nie indywidualne sukcesy. Mamy szansę na zmianę, nie zmarnujmy jej. Trzaskowski niesie nadzieję, że się nie udusimy, nie zamkniemy, nie stracimy swobody, nie odrzucimy tolerancji. Rafał, wygraj!”  

Continue reading “Nasz-mój Prezydent”