staruszków nawiedzać

Odwiedzajmy staruszków

„Więzionych pocieszać, chorych nawiedzać…” – taki przekaz daje nam Nowy Testament. Z tymi więzionymi nie jest tak łatwo, z chorymi już lepiej, ale gdzie jest przykazanie – „staruszków odwiedzać”? Może wtedy, kiedy ono powstało, nie było staruszków, gdyż ludzie żyli krótko i umierali w wieku 50 lat. A teraz żyją i żyją i jest coraz większa grupa ludzi dobijająca setki. Są od dawna na emeryturze, odchowali wnuki i siedzą samotnie w swoich domach, albo u rodziny, a najczęściej, szczególnie na Zachodzie, w domach starców. Naodwiedzałam się staruszków podczas zbierania materiałów do mojej książki – W jednej walizce, nasłuchałam ciekawych historii, a teraz, już dwa lata po jej ukończeniu, wpadam nadal do nich i już nie nagrywając i nie spisując, chłonę wszystkie anegdotki i sagi rodzinne, tym ciekawsze, że snute już bez tego strachu, że zostaną zapisane z nazwiskami i imionami . Owszem, zamierzam je gdzieś, w którejś z moich następnych powieści umieścić, zachowując oczywiście zmianę imion, miejsc, tak aby się nikt nie domyślił. „Moi staruszkowie” przekroczyli w większości 90 lat, nadal mają sprawne umysły, choć ciało już za nimi nie nadąża.  Czytają prozę i poezję w trzech językach, interesują się polityką, religią, mają bardzo otwarte poglądy na wiele współczesnych problemów. Nie gorszą się dzisiejszą młodzieżą, wzdychając – „za moich czasów to było nie do pomyślenia.” Sączę z nimi winko albo coś mocniejszego i spędzam jedne z najmilszych chwil mojego życia. Nie patrzymy na zegarek, nie spieszymy się. Żegnamy się z myślą, że może to już ostatnie spotkanie?

Wczoraj odwiedziłam „podwójną hrabinę” – Różę Siemieńską z domu Plater- Zyberk. Jej przeuroczy mąż Wilek, umarł dwa tygodnie temu, dożywszy 91 lat, a syn, Wilczek, zginął podczas trzęsienia ziemi w Haiti. Gdy weszłam do jej mieszkania, Róża – 94 lata, drobniutka, szczuplutka, odśnieżała dużą łopatą balkon. Na stole stała już butelka wina i ciasto, zdjęłyśmy więc płaszcze i usiadłyśmy na kanapie. Uściskałam moją hrabinę serdecznie, strzeliłyśmy sobie kielicha i zaczęła się rozmowa. O życiu, o śmierci, o ….. i tu musiałabym przytoczyć długą listę, bo tematów było wiele.

Po dwóch godzinach pożegnałam ją, obiecując wpaść przed Świętami.

                – Chciałabym być taką staruszką. Pogodną, otwartą na świat, miłą, ciepłą. – zawsze mi takie myśli towarzyszą po wizycie.

                – Gdy będę upierdliwą staruchą, zamknijcie mnie w domu starców i możecie mnie nie odwiedzać – już teraz informuję moje córki, chociaż mam nadzieję, że do tej „staruchy” mam jeszcze dużo czasu.

Co zrobić, żeby być tą pierwszą, taką jak Róża, jej siostra Ela i wiele innych, które znam? Co zrobić, żeby nie być ….. i tu zamilczę długą listę. Może starać się już teraz ćwiczyć charakter? Teoretycznie powinniśmy to robić całe życie. Nie poddawać się melancholii, krytykanctwu, nienawiści. Spojrzeć na świat z uśmiechem i z pogodą znosić jego niedoskonałości. A wtedy może nam nie grozi na stare lata „upierdliwość”, i z przyjemnością będą nas odwiedzać młodsi, aby sączyć z nami winko i słuchać o starych, dobrych czasach.

Advertisements

One thought on “staruszków nawiedzać

  1. Podejrzewam, że p. Róża całe życie była taką ciepłą, uśmiechniętą osobą i taka pozostała na starość. Niestety teraz takich osób coraz mniej. Ludzie są jacyś tacy zagonieni, ciągle się spieszą i przez to nie mają czasu dla innych i coraz mniej się do innych uśmiechają.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s