Różowe okulary

ImageImage

Siedzę sobie w swojej leśnej głuszy, na dworze -28C, ogień buzuje w piecyku i podkręcił temperaturę do 25C, plus oczywiście. Powinnam rozkoszować się i ciszą dookoła, i bajkowym, mroźnym światem i widokiem płomieni leniwie liżących szczapy drewna. A ja tymczasem myślę o Polsce. Może to spowodowały ostatnie dyskusje na Facebooku, może post Macieja, który porusza problem masowej emigracji Polaków.

Należę do tych kilku milionów, które zwiało z Ojczyzny z różnych powodów. Wydawało mi się wtedy, w roku 1989, tuż przed upadkiem komuny, że jestem idealnym materiałem na emigranta. Nie lubiłam komunistycznej ojczyzny, byłam „patriotką pięknych miejsc”, ciekawą świata, rządną przygód, pragnącą zapewnić lepszą przyszłość swoim dzieciom.  No i piękne miejsce jest, dzieci świetnie sobie radzą, przygód miałam wystarczającą ilość, a Polska cały czas tkwi we mnie. Piszę po polsku, myślę po polsku, czytam i mówię wprawdzie też po angielsku, a czasami po francusku, ale nie przejmuję się tak wiadomościami z Kanady czy ze świata, jak tymi z Polski. Jadę do ojczyzny raz do roku, albo co dwa lata i za każdym razem mogę powiedzieć, cytując moją córę, że „było super”. Kolorowo, spokojnie, pyszne jedzenie, przemiła młodzież, cudne knajpki, zabytki, ciepło, a nawet polskie narzekania mnie rozczulają.

Dziewczynka może 10siecioletnia, z warkoczykami, ubrana skromnie, stoi na straganie i sprzedaje jagody.

– Jagódek pani? Zbierałam o świcie, świeżutkie.

No i jak jej odmówić? Nasypała cały słoik, odkręciła drugi i z miną „sielnej gospodyni” dodała.

 –  Nasypię troszkę do wagi.

Potoczyło się ich kilka, mała odstawiła słoik, z poważną miną wydała resztę, a ja mam łzy w oczach.

Umówiłam się z wycinakarką z Łowicza – uwielbiam wycinanki. Wita mnie na dworcu ubrana w ludowy strój, razem z mężem oprowadzają mnie po Łowiczu, częstują obiadem, zajmują się mną przez cały dzień, a potem żegnając,  dodają z żalem – Jeszcze nie pokazaliśmy tobie wszystkiego.

No i znowu „oczy mi się pocą”.

Wprawdzie dwa razy mnie okradli i wtedy łzy były, ale wściekłości, lecz mimo wszystko zawsze jest więcej tych, spowodowanych rozczuleniem. Mówię o tym Polakom w Polsce, ile rzeczy mi się podoba, opowiadam, że gdzie indziej politycy są tacy sami albo gorsi, też trzeba czekać w kolejkach do lekarza, jest biurokracja  … etc.  No i spotykam się z zarzutem, że mam na nosie różowe okulary.

A tymczasem pamiętam dobrze szare, brudne domy, krzywe chodniki, pustki w sklepach. Chodzę po zaczarowanych uliczkach Warszawy, Krakowa, Kazimierza, odwiedzam galerie, z upodobaniem przyglądam się pięknie ubranym rodakom, ślicznej, długonogiej młodzieży, uśmiecham się do nich i oni mi odpowiadają uśmiechem. Rozmawiam z przekupkami, z pasażerami w pociągu, ze sprzedawczyniami w sklepach. W teatrze na widowni pełno ludzi, eleganckich, kulturalnych.

 Boże, co to za kraj! Jestem ciekawa, ilu Polaków mieszkających w Polsce myśli podobnie. Czy trzeba stracić, aby docenić? Może stanie się tak, że kiedyś emigranci powrócą i tym „różowym” spojrzeniem na Polskę zarażą nim tych, którzy nigdy nie wyjechali.

                 Na pewno moja pisanina nie jest obiektywna. Wiem, że jest w Polsce dużo ludzi, którzy klepią biedę, są bez pracy, albo są chorzy i nie mają pieniędzy na leczenie. Tych ludzi przepraszam za moje entuzjastyczne nostalgie ojczyźniane. 

Advertisements

6 thoughts on “Różowe okulary

  1. A ja właśnie za miesiąc wyjeżdżam za granicę. Mam 52 lata i zaczynam wszystko od nowa, gdzieś indziej. Bo może jak obcy skopią, nie będzie tak bolało, jak teraz, gdy kopią swoi… :/

  2. Ja nie mam pracy, mąż stracił rentę, a mimo to nie wyjechałabym stąd za żadne pieniądze. Cieszy mnie to co mam. Budzę się, chodzę o własnych siłach, mam gdzie iść. Pomimo problemów jestem szczęśliwa i patrzę na Polskę Twoimi oczyma. Często też, z prawdziwym przekonaniem śpiewam sobie:
    “Ja to mam szczęście, że w tym momencie
    żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą,
    ja to mam szczęście!”

    1. Pani Sylwio – do takich jak Pani “należy królestwo niebieskie”. Wierzę, że w Nowym Roku życie ułoży się pomyślniej dla Pani i Pani męża. Pozdrawiam niezmiernie serdecznie i życzę Miłych Świąt.

  3. Beata, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Polska powstała jak Feniks z popiołów razem ze swoimi wszystkimi wadami + te kilka które dodała komuna made by USSR – no i nielicznymi ze starych zalet, które zdołały jakoś przetrwać. Polecam lektury: K. Lanckorońska “Wspomnienia wojenne”, Maria Czapska – nie pamiętam tytułu oraz J. Czapski “Na nieludzkiej ziemi”. Takich ludzi już teraz nie ma.

  4. Nie wiem jak się żyje w innych krajach, nie mam porównania. I nie raz sobie ponarzekam, że pracującym matkom jest źle, że młodzi nie mają szans na własne mieszkanie … ale mimo wszystko mi jest tu w Polsce dobrze. Rodzina jest blisko, można wyjechać w jakieś zielone i ciche miejsce, książek do czytania i miejsc do zwiedzania nie brakuje, do tego kiszone ogórki, kiszona kapusta, placki ziemniaczane, kluski … 😉 Czego chcieć więcej. A problemów pewnie wszędzie nie brakuje.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s