Wigilia – fragment mojej nie opublikowanej powieści – Lista Olafa

kartka polska copyNa tydzień przed świętami Olaf rzucił się w wir gotowania. Zabronił żonie wstępu do kuchni, zostawiając jej ubranie choinki, jako wkładu do świątecznych przygotowań. Oboje na każdym kroku odczuwali brak Mirki. Aldona podśpiewywała kolędy, ale, gdy zaczynała tak ukochaną przez babcię „oj malućki, malućki”, jej głos się załamywał. Przysiadywała wtedy na fotelu Mirki, przeniesionym z werandy do dużego pokoju, przymykała oczy i usiłowała sobie przypomnieć wszystkie sytuację związane z obecnością zmarłej. Widziała ją jak przechodziła przez pokój swoim lekkim, prawie niesłyszalnym krokiem, przystanęła przy ustawionej, ale jeszcze nie ubranej choince, i dotykając jej gałązek wciągnęła głęboko w płuca zapach drzewka. Z kuchni dobiegał ją odgłos przestawianych garnków i Aldona wyobraziła sobie babcię opasaną fartuchem, wyciągającą ciasta z piekarnika. Widziała ją też pochylającą się nad niedawno zakupionym białym łóżeczkiem.
– Oj malućki, malućki – usłyszała słowa kolędy. Przez moment wydawało jej się, że to Mirka tak śpiewa, lecz wkrótce rozpoznała głos Olafa.
Na Wigilię zaprosili Jankę, Szymka i Halinę, ale ci ostatni odmówili, tłumacząc się przygotowaniami do ślubu. Zaplanowany był na połowę stycznia i Olaf został poproszony na świadka.

*

Jeszcze za dnia Janka zajechała swoim Maluchem i wyładowała z niego masę toreb i koszyków, pełnych świątecznych potraw i prezentów.
– Kobieto, jak my to wszystko przejemy? – śmiał się Olaf, pomagając jej w noszeniu pakunków.
– Aldona powinna jeść za dwoje, a po Wigilii zaprosicie gości i sprzątną wszystko, co do okruszka.
Radosna obecność Janki z miejsca zmieniła nastrój. Aldona przestała rozmyślać o Mirce, zabrała się za ubieranie choinki, a przyjaciółka wraz z Olafem zniknęła w kuchni. Błękitne lampki rozświetliły mały, gęsty świerk, ubrany w różnorodne bombki i zabawki wykonane własnoręcznie na przestrzeni trzech pokoleń, a kilka z nich, jak dzwoneczek i gwiazdki zrobione na szydełku pochodziły jeszcze z okresu okupacji. Pod drzewkiem zostały ułożone paczki z prezentami, a duży stół, nakryty białym obrusem haftowanym przez Mirkę, czekał na potrawy. Donosił je Olaf z Janką, a Aldona przesuwała jeszcze talerze, przecierała kieliszki i sztućce, a na koniec ułożyła opłatki na sianie przyniesionym ze stajni. Stanęli przy stole gotowi do wieczerzy.
– Jedno na pamiątkę Mirki, a drugie dla niespodziewanego gościa? – Olaf spojrzał znacząco na dwa dodatkowe nakrycia. To, co, zaczynamy? Janka, wyjrzyj, czy jest już pierwsza gwiazdka!
Było ich już całe mnóstwo i wpatrywali się przez jakiś czas w rozgwieżdżone, zimowe niebo, łącząc się myślami ze wszystkimi najbliższymi istotami, które odeszły z tego świata lub są daleko. Zasiedli do stołu w uroczystym nastroju, łamiąc się uprzednio opłatkiem i życząc sobie po prostu szczęścia. Każde z nich pojmowało go inaczej: Aldona głównie myślała o dziecku, Olaf o znalezieniu nowej drogi w obecnym życiu, tak odmiennym od poprzedniego, a Janka pragnęła spokoju do tworzenia, no i gdyby się nadarzył jakiś miły mężczyzna, który by zechciał … – nawet w myślach nie potrafiła dokończyć tego marzenia.
Potrawy, co roku przygotowywane według starych, rodzinnych przepisów, zaadoptowanych z różnych regionów Polski, udały się fantastycznie. Początkowo jedli w milczeniu, lecz wkrótce zaczęły się rozmowy, w których dominowały radosne tematy. Taki był zwyczaj w tym domu, że przy świątecznym stole nie można było mówić o polityce, nieszczęściach i chorobach. Opowiadano sobie wydarzenia sprzed lat, śmieszne anegdotki rodzinne, nieszkodliwe ploteczki o krewnych i przyjaciołach, które, mimo, że powtarzane wielokrotnie, nigdy się nie nużyły, Olaf dodał kilka zabawnych historii z ostatnich epizodów Dagashow i cała trójka zaśmiewała się do łez, aż dziecko w brzuchu Aldony zaczęło intensywnie się poruszać, jakby dając do zrozumienia, że i ono chce się przyłączyć do wesołej kompani.
Po posiłku nastała pora na prezenty. Olaf nałożył czerwoną czapkę z pomponem i kolejno wręczał paczki i paczuszki, pięknie zapakowane w błyszczące, kolorowe papiery. Te od Janki wyróżniały się wyjątkową ozdobnością, a jeszcze do każdej była dołączona ręcznie wykonana kartka z przyklejoną wycinanką w kształcie choinki. Olaf otrzymał od niej całą kolekcję wyrzeźbionych sów, jego ulubionych ptaków.
– To puchacz, sowa płomykówka, sowa uszata, puszczyk, sóweczka, pójdźka – artystka wyliczała nazwy jak uczony ornitolog. Wszystkie polskie gatunki. Mogłam jeszcze dodać kilka z północy, ale one nie gnieżdżą się u nas.
Olaf oglądał z podziwem pięknie wykonane rzeźby, dopytując się, która przedstawia puszczyka.
– Będzie się nazywał Leander, tak jak oswojona sowa Edwarda z „Błękitnego zamku.”
Aldona dostała kolekcję najbardziej kolorowych ptaków Polski. Wszystkie były mikroskopijnych rozmiarów i oboje z Olafem nie mogli się nadziwić precyzji ich wykonania. Natomiast omstatni prezent był dosyć pokaźnych gabarytów.
– Czyżby był to milion miniaturek? – żartowała Aldona zrywając papier z pudełka.
– Coś niesamowitego! – wykrzyknęła radośnie na widok niemalże naturalnej wielkości rzeźby bociana trzymającego w dziobie zawiniątko z wystającą z niego główką dziecka. Rzuciła się ściskać przyjaciółkę i jej dziękować, a Olaf się do niej dołączył. Po nacieszeniu się prezentami od Janki, z kolei oni zaczęli wręczać jej swoje upominki: Aldona piękny album o architekturze Podlasia, a Olaf stare lustro w ozdobnej, złoconej ramie.
– To będzie pierwszy ładny element w moim domu, oprócz oczywiście moich rzeźb. – Tylko odbicie trzeba w nim zmienić – Janka oparła duże lustro o krzesło i przyjrzała się sobie krytycznie. – A o tej książce marzyłam od kilku miesięcy, ale zawsze był jakiś ważniejszy wydatek. Dziękuje wam kochani z całego serca.
– A teraz pora na mój prezent dla Doni. Nie ma go pod choinką, by był za duży do zapakowania, także proszę żonko zamknij oczęta i otwórz je dopiero wtedy, kiedy go przytargam. Olaf wyszedł z salonu i po chwili ukazał się dźwigając prześliczną kołyskę.
– Już można? – Aldona nie czekając na przyzwolenie odsłoniła oczy i z radosnym zdumieniem wpatrywała się w prezent od męża.
– Pomyślałem, że łóżeczko spełni swoją rolę, ale nie ma to jak staromodna kołyska i kiedy ją zobaczyłem na targach antyków, nie mogłem się oprzeć by ją kupić. To prawdziwa góralska, jeszcze sprzed wojny. Tak lubisz tę kolędę – „oj malućki, malućki”, to będziesz mogła śpiewać naszej malućkiej, bujając ją w tej „górolskiej kolybce”. A potem nasza malutka będzie huśtać w niej lalki.
Aldona podbiegła do męża z radosnym piskiem, na tyle szybko, na ile pozwalała jej zaokrąglona figura. Wyściskała go serdecznie, z podziwem zerkając na prezent. Bogato pokryte płaskorzeźbami ściany kołyski świadczyły o talencie ludowego wykonawcy, a poczerniałe pod wpływem lat drzewo dodawało jej ”duszy”.
– Babcia zawsze wolała stare przedmioty od nowych. Mówiła, że w każdym z nich jest zaklęta historia, którą i my również wzbogacamy. Jeśli się postaramy, aby otoczyć je miłą atmosferą, to one odwzajemnią się nam dobrą energią. – Aldona pogłaskała pieszczotliwie wyrzeźbiony motyw roślinny i nagle złapała się za głowę.
– Kompletnie zapomniałam o prezencie dla ciebie! A właściwie o kilku. – zanurkowała pod choinkę i podnosząc się z trudem wydobyła trzy małe paczuszki. Kształt pierwszej wskazywał na książkę i rzeczywiście, po rozwinięciu papieru ukazała się okładka z tytułem „Blue castle”.
– Masz swoją ukochaną w polskiej wersji, więc nie śmiałam ci jej zastępować. Ale nigdy nie czytałeś w oryginale, a znasz dobrze angielski. Ponadto bardzo podobały mi się ilustracje, o wiele lepsze, niż w polskich książkach.
– Dziękuję ci kochana. To najlepszy prezent dla mnie. – Olaf z rozrzewnieniem przyglądał się pięknie wydanej powieści.
– A tu coś ode mnie i od pani Odelskiej.
– Od Odelskiej? – wziął do ręki płaskie pudełko i spojrzał ze zdziwieniem na żonę.
– Pomysł był mój, a jej wykonawstwo.
Z okładki DVD spojrzała na niego pani Maryla z jej młodych lat, kiedy była u szczytu sławy.
– „Błękitny zamek” – czyta Maryla Rucińska Odelska.
– Pani Maryla z zapałem przystała na mój pomysł. – „Dla Olafa zrobię wszystko” – tak powiedziała. Gdyby to nie była staruszka, to byłabym zazdrosna. Nagrała w prawdziwym studiu podczas kilku sesji. Efekt jest …, sam osądzisz, może dziś wieczorem posłuchasz?
Olaf z rozrzewnieniem obracał krążek w dłoniach. Przypomniała mu się poranna rozmowa z byłą aktorką. Wstrząsnęła nim wtedy do tego stopnia, że podjął decyzję opuszczenia programu i przeprowadzki do Wilenii.
– A to od ojca. – podała mu maleńkie pudełko opakowane w złoty papier.
– Zaprosiłam go na Wigilię, ale nie chciał przyjechać. Pod koniec sierpnia wpadł do Wileni i wręczył mi to pudełko. Prosił, abym ci go dała dopiero w Wigilię. I ten list również. – Aldona podała mężowi kopertę.

Kochany synu,
Aldonka mnie zapraszała, ale odmówiłem. Nie byłem pewien, czy to tylko taka jej inicjatywa, czy i ty chciałbyś mieć starego ojca na święta. Od czasu śmierci matki nie mamy zbyt dobrego kontaktu. Może w tym Nowym Roku to się zmieni. Mam nadzieję, że prezent ode mnie będzie ci przypominał, jeśli nie moją osobę, to przynajmniej nasze pochodzenie, z którego zawsze byłem i jestem dumny.
Wesołych Świat dla Ciebie i Aldonki, a w Nowym Roku dużo radości z córeczki, a mojej wnuczki.
Kochający ojciec

Olaf ze wzruszeniem rozwijał błyszczący papier domyślając się, co jest w środku pudełka. Nie omylił się. Złoty sygnet z niebieskim kamieniem i wygrawerowanym na nim herbem Sulima, zabłysł w jego rękach. Włożył go sobie na palec i przyjrzał mu się z radością.
– Zawsze go chciałem mieć, ale ojciec nie mógł się z nim rozstać. Co go nakłoniło, że zrobił to teraz? Nic mi nie mówiłaś o jego wizycie. – zwrócił się do żony z lekkim wyrzutem.
– Prosił o zachowanie tego w tajemnicy. Cieszę się, że go wreszcie masz. – wskazała ręką na sygnet. Czujesz się teraz jak prawdziwy Popiel. Tylko, żeby myszy cię nie zjadły.
Janka z zaciekawieniem ujęła rękę Olafa. Po raz pierwszy w życiu mogła z bliska zobaczyć prawdziwy sygnet, znany jej z powieści o dawnych czasach.
– To jesteś księciem, albo hrabią?
– Moja rodzina nie miała tytułu, za to wchodziła w związki z arystokracją. Mężczyźni żenili się z Radziwiłłównymi, Potockimi, Zamoyskimi. Moja mama była hrabianką, z domu Badeni.
– Mogę przymierzyć? – Janka wyciągnęła rękę w proszącym geście.
Olaf zdjął sygnet z palca i go jej podał. Janka włożyła pierścień i zaczęła się mu dokładnie przyglądać. Poczuła nagle żal, że nie zna swojej historii rodzinnej. Olaf nieraz jej opowiadał o swoich przodkach i było to zawsze niezmiernie ciekawe, natomiast ona mogła zaledwie coś niecoś powiedzieć o swoich dziadkach.
Reszta wieczoru minęła na kosztowaniu ciast, śpiewaniu kolęd, w tym wielu kurpiowskich, w wykonaniu Janki. Rozeszli się do łóżek dobrze po północy, zostawiając na stole jedynie dwa dodatkowe nakrycia.
– Z przygodnym wędrowcem jeszcze nic nie wiadomo, a duch babci był na pewno z nami i może chce jeszcze posiedzieć przy choince. – W głosie Aldony nie było smutku, a raczej pogodna melancholia.

Advertisements