Marzenia spełnienia

ImageImageImageImage

Meksyk – narkotyki, przemoc, niebezpieczny kraj – iluż ludzi żyje z takim wizerunkiem tego zróżnicowanego, dużego państwa. Statystyki mówią za siebie, ale Meksyk Meksykowi nierówny. Są miejsca, gdzie można nocą bezpiecznie włóczyć się po ulicach, gdzie nikt cię nie zaczepia, a jedynie słyszy się przyjacielskie – „hola”, a czasami jescze „hola amigos.”  Taką oazą spokoju jest Merida, stolica Yucatanu. Od czterech lat jestem z nią dosyć mocno związana, gdyż tutaj posiadamy – ja i Mariusz, swój dom. Casa de Ambar – Dom bursztynu, na cześć polskiego, a jednocześnie meksykańskiego kamienia, a ponadto Amber – to było imię naszego ukochanego pieska. Obecnie nasza Casa jest przystanią zieleni, koloru, spokoju, do której z ulgą wraca się ze spaceru  zatłoczonymi uliczkami. W końcu Merida to miasto o milionie mieszkańców, a nasz dom mieści się Historic Centro, trzecim co do wielkości  w obu Amerykach, po Hawanie i Mexico City.  

Przygoda z Meridą zaczęła się pięć lat temu, ale o jej początkach napiszę później. Zajęłoby mi to co najmniej kilkanaście stron.

Dziś jest trzeci dzień od mojego wyjazdu z Kanady. Opuściłam kraj skuty lodem i pokryty śniegiem – na preriach z wiatrem – 50C, a w Montrealu cieplutko, zalewdwie – 20, a tu nagle znajduję się w tropikach i wdycham zapach nasyconej wilgocią zieleni. Normalne uczucie, gdy jedzie się na wakacje do ciepłych krajów, do resortu, w którym mamy zamiar wygrzać się na plażach i popluskać w oceanie. Tymczasem ja wracam do mojego drugiego domu, który wrósł w nasze życie tak, że czasami zapominamy, że to dopiero cztery lata.

Następnego dnia, tuż po przyjeździe wybraliśmy się na miasto,  ja jak zwykle z aparatem. Znajome kąty straszą swoją brzydotą albo zadziwiają pięknem. Niesamowita mieszanka – odnowionych, kolorowych, kolonialnych kamiennic, pałaców i maleńkich ruder, które nie widziały farby co najmniej przez kilkanaście lat. Wszędzie się widzi ludzi, ubranych schludnie, mimo upałów mężczyźni w długich spodniach, a kobiety w sukniach do kostek. Jedynie Gringos obnażają swoje ciała. W Centro mieszkają głównie ubodzy Majowie, a od niedawna zaczynają ich wypierać biali z różnych stron świata. Ludzie którzy chcą spełnić w Meridzie swoje marzenia, prawie nieosiągalne w Europie czy Ameryce. Społeczność gringowska rośnie, podobno jest nas już ponad tysiąc. Czyli taka mała wieś w milinowym mieście. Zaczęli się tu wprowadzać może dwadzieścia lat temu. Początkowo były to małżeństwa – ona Meksykanka, a on biały, lub odwrotnie. A od co najmniej kilkunastu lat nastała fala ludzi marzących o ciepłym, bezpiecznym miejscu, gdzie życie toczy się w zwolnionym tempie i można z łatwością założyć jakikolwiek biznes, bez niepotrzebnej biurokracji. Ponadto roczny podatek za olbrzymi dom to ….$40!!! Jedzenie trzy razy tańsze niż w Ameryce, a 5 razy niż w Europie. Miasto oferuje dużo imprez za darmo, codzienne koncerty czy tańce na wolnym powietrzu, a ponadto teatry, filharmonia, muzea, kina.  Czyli raj! Czy dla mnie? Przez kilka następnych blogów opiszę naszą meridiańską przygodę i spostrzeżenia. Niewątpliwie życie tutaj jest to opcja dla ludzi pragnących nowych rozwiązań życiowych, już prawie niemożliwych do przeprowadzenia gdzie indziej. 

Advertisements

3 thoughts on “Marzenia spełnienia

  1. Witaj Beatko,
    Powinnaś uważać się za szczęściarę, że możesz przebywać obecnie na Jukatanie. W Montrealu obecnie mroźny wiatr szaleje jak w kieleckim na przystanku 🙂 Ja łykam każdy twój artykuł z Meridy jak zgłodniały bociek żaby 🙂 Pozdrawiam gorąco Ciebie i mojego przyłatanego kuzyna.
    Hasta la proxima y abrazos fuertes.

  2. Chętnie poczytam w wolnej chwili o tym zakątku ziemi 🙂

    Fragment, który opublikowałaś w poprzednim poście bardzo fajnie się czyta 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s