Tańce na placu Santiago

W każdy wtorek, na placu Santiago – dzielnicy, gdzie leży nasz dom w Meridzie, w Meksyku, odbywają się tańce.  O ósmej wieczorem zbiera się już orkiestra i napływa tłum ludzi, który częściowo rozsiada się na przygotowanych rozkładanych krzesłach, a częściowo stoi w małych grupach, czekając na rozpoczęcie muzyki. Wśród nich nie ma raczej młodzieży, są to ludzie w sile wielu lub u jego schyłku, wszyscy odświętnie ubrani, gotowi na spędzenie wieczoru pełnego romantycznej atmosfery, kiedy kobieta i mężczyzna, nieważne czy młodzi czy starzy, brzydcy czy ładni mogą stać się pięknymi poprzez taniec. Starszy pan obejmuje korpulentną partnerkę, ona posuwa malutkimi kroczkami, a on przy niej energicznie, jak na swój wiek, wywija niekiedy bardzo skomplikowane figury. Tuż obok para czterdziestolatków porusza się niezmiernie żwawo, patrząc w siebie rozmiłowanym wzrokiem. Kilka par gringos można rozpoznać z daleka, nie po kolorze skóry czy włosów, ale po mniej odświętnym ubraniu i mniejszym wyczuciu rytmu. Nikną w tłumie Meksykanów, dla których to nie są występy dla turystów, dla nich to jest element życia, taki jak południowa sjesta. Po każdym utworze jest przerwa i konferansjer przemawia do publiczności. Jest wtedy czas na odpoczynek, ale zaledwie dwu, trzyminutowy.  Cała impreza trwa aż do jedenastej wieczór. Tancerzom przyglądają się grupki turystów i ja jestem wśród nich. Staram się odgadnąć, co czują ci ludzie, którzy raz w tygodniu ubierają się odświętnie i trzymając się za ręce podążają tak znaną drogą w kierunku rynku, by potem przez kilka godzin zatopić się w tańcu. Czy traktują to już jak rutynę?  Raczej nie, sądząc po ich skupionych, poważnych, niemalże uroczystych twarzach. Najbardziej mnie wzruszają pary tańczących staruszków. Pomarszczeni, przygarbieni, nagle w tańcu zmieniają się nie do poznania, stają się na nowo młodzi, piękni, zakochani.

Niestety taki widok jest tylko możliwy w kraju, gdzie cały czas jest ciepło.  Nasi polscy staruszkowie nie tańczą, zamknięci w domach mogą tylko pomarzyć o dawnych czasach. A my, jeszcze młodzi i sprawni? Czy mamy okazję raz w tygodniu pójść wprawdzie nie na plac w Santiago, ale gdzieś, gdzie można objąć ukochaną osobę i przy dźwiękach muzyki zawirować z nią, tak, aby zapomnieć na te kilka godzin o codzienności i przenieść się w inny,  bajkowy świat?ImageImage

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s