Znany nieznajomy

– Kiedy będziemy mogli przeczytać twoja powieść? – pytają moi kanadyjscy przyjaciele i znajomi. Do tej pory odpowiadałam krótko – brak pieniędzy, aż w końcu, po dwóch latach od ukazania się Żółtej sukienki, postanowiłam – zrobię to sama, zwłaszcza, że próba tłumaczenia pierwszej strony została dosyć mile skomentowana przez moją super zdolną córkę, Iwę (dyplom filozofii, literatury angielskiej z McGill, studia doktoranckie z historii na Princeton).

– Nieźle, jak na pierwsze podejście – te słowa zachęciły mnie do dalszej pracy, chociaż zdaję sobie sprawę, że mój pisany angielski jest to polski – angielski.

Przyjechałam do Meksyku, aby pomóc Mariuszowi w prowadzeniu małego pensjonatu.  Zajmuje to sporo czasu, ale mimo wszystko można wygospodarować chwile na pisanie. I zamiast kontynuować pracę nad powieścią, zagłębiłam się w tłumaczenie. Powstały pierwsze strony, które wydają się niby znajome, ale jednak obce, tak jakbym na nowo poznawała dobrze znanego przyjaciela.

Zadzwoniła do mnie Theresa Serafin, Polka, która po wojnie, jako 3 letnie dziecko wyjechała z kraju do Stanów, tam skończyła studia, uczyła angielskiego, była zakonnicą, a potem opuściła klasztor i przyjechała do Meridy pracować na rzecz biednych dziewcząt. Theresa ma dużo listów rodzinnych, pisanych ręcznie i niestety nie może ich odcyfrować – zbyt dobrze nie posługuje się językiem polskim.

Zaofiarowałam się, że przepiszę jej listy.

– Czym mogę ci się odwdzięczyć?

– Czy możesz sprawdzić moje tłumaczenie? – zapytałam nieśmiało, zdając sobie sprawę, że jej praca będzie o wiele bardziej pracochłonna.

Zgodziła się bez wahania. I tak zaczęła się nasza zażyłość wokół Żółtej sukienki. Nie mogłam znaleźć  lepszej osoby.  Świetnie władająca językiem angielskim, ale też skrupulatna, dociekliwa i na tyle znająca język polski, że zawsze można odnieść się do oryginału. Liczę, że po dwóch miesiącach intensywnej pracy powstanie pierwsze, robocze tłumaczenie, które trzeba będzie doszlifować. A potem niezbyt miły proceder wysyłania do wydawnictw i czekanie na odpowiedź.

Załączam kilka pierwszych zdań już przetłumaczonego początku książki.

 

Yellow Dress – Beata Gołembiowska

A thin needle pierced the taut yellow silk. A thread of the same color was appearing and vanishing, creating a complex floral design. Grandmother Rose gave herself to the task with passion, not taking her eyes off the hoop, not stopping even for a moment, she was in a hurry. The dawn was rising and she was still bent over the embroidery. The last movements of the needle finished the job finally. Her hands a moment ago so busy, were resting on the yellow fabric now, they were still for a moment and then swept over the embroidery’s ridges almost affectionately.  Long fingers, covered with a network of veins, opened the tambour. On the lap of elderly woman laid child’s dress.  Prewar silk of the best quality, glistened in the rays of the rising sun. The eyes of the embroider noted every detail as they took in the parts of the intricately made cloth: pleats, folds and ruffles.

“It was worth so many sleepless nights and I don’t even regret cutting the dress from my first ball.  This is a masterpiece!” – thought Rose.

Image

 

 

Advertisements

One thought on “Znany nieznajomy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s