Biznesy, biznesiki

Biznesy, biznesiki

 I znowu przeszłość wróciła z całą wyrazistością. Tym razem historia mojego pierwszego biznesu – małej budki z lodami. Z jaką dumą wręczyłem Deci pierwsze zarobione w pocie czoła trzydzieści złotych. Wkrótce interes zlikwidowali, czerwone skurwysyny. Dobrze, że nie zamknęli mnie, tylko szwagra, ale to słaba pociecha, bo trudno cieszyć się z cudzego nieszczęścia; ponadto lubiłem Jacka. Było to tylko potwierdzeniem mojej teorii, że w tym kraju nic się nie uda.”  – tak opisałam w swojej debiutanckiej powieści – Żółta sukienka, próby biznesu mojego ojca.

Słyszę narzekania od znajomych, przyjaciół i rodziny,  jak w Polsce trudno jest utrzymać się z małego biznesu. Oczywiście lepiej jest niż za komuny, a na pewno lepiej niż w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych, kiedy mój ojciec próbował dorobić do beznadziejnej pensji naukowca, a za bycie prywaciarzem mój wujek trafił do więzienia na trzy lata.

Nie jestem bardzo dobrze poinformowana, jakie obecnie są szczegóły funkcjonowania małych przedsiębiorstw w kraju – mieszkam w Kanadzie i jedynie z rozmów oraz z lektury czasopism wyciągam wnioski, że nie jest łatwo.

Dlaczego postanowiłam poruszyć temat biznesów? Od kilku miesięcy prowadzę takowy w dość egzotycznym miejscu – w Meridzie, w Meksyku.  Obserwuję, wypytuję i porównuję, chodząc jednocześnie ulicami Meridy, czy odwiedzając małe miasteczka i wsie. Uderza mnie mnogość malutkich przedsiębiorstw:  typu „mydło i powidło”, stoiska na świeżym powietrzu,  malutkie piekarnie, wytwórnie tortilli, szewcy, krawcy, wędrowni kupcy objeżdżający miasto i oznajmiający swoje produkty charakterystycznymi dźwiękami. Sądząc z ilości odwiedzających klientów te malutkie biznesy prosperują raczej dobrze. W Meksyku nie ma takich restrykcji w założeniu czy prowadzeniu biznesu jak w Polsce czy w Kanadzie. Właściwie każdy może otworzyć cokolwiek we własnym domu i następnego dnia nie będzie miał kontroli sanepidu, czy innego rodzaju sprawdzania, które głównie ma na celu rzucenie kłód pod nogi. Ma to swoje dobre i złe strony. Na przykład na naszej spokojnej jak na Meridę uliczce nagle może być otworzona dyskoteka i na to nic nie będziemy mogli poradzić.  Natomiast dobre strony są rozliczne. Dzięki takim małym przedsiębiorstwom rzesza ludzi znajduje zatrudnienie  – w Meksyku stopa bezrobocia wynosi około 5% , a w Polsce 14%.

Czy jest szansa, że w naszej ojczyźnie to się zmieni?  W kraju uderzył mnie zanik wielu specjalności, coraz trudniej jest znaleźć dobrego krawca, szewca, tapicera, stolarza, rymarza. Czy to przepisy są tego powodem, czy też młodzi ludzie wolą studiować zarządzanie i marketing, a praca z młotkiem czy kowadłem w rękach już tak ich nie nęci? Preferują być na utrzymaniu rodziców, albo emigrację do Anglii, gdzie muszą podjąć jakiekolwiek zajęcie, a w kraju kręcą nosem na pracę rzemieślnika? Żadna praca nie hańbi – tak piękne hasło zdaje się, że w Polsce nie ma zbyt dużego wzięcia. Mam nadzieję, że się mylę i w kraju ludzie będą zakładać biznesy i biznesiki, a mądrzejszy rząd to  wesprze nowymi reformami.

IMG_5130 copy IMG_5135 copyIMG_5568 copy IMG_5514 copy

Advertisements

6 thoughts on “Biznesy, biznesiki

  1. Bardzo dużo tematów w jednym wątku. Widzę, że koleżankę aż nosi, aby wejść na poziom felietonów społeczno-polityczno-ekonomicznych. Radzę spróbować. Może się okazać, że to równie ciekawe, co literatura klasyczna czy podróżnicza. Porównywanie biznesów w różnych krajach to niezwykle wartościowa rzecz. Budował na tym swoją karierę Cejrowski, choć jego programy i książki w większości składają się z bredzenia skierowanego do mało wymagającego odbiorcy. Ot, trochę ponarzekać, znaleźć stereotyp, w który można walić jak w bęben i nie trzeba mieć specjalnej wiedzy. Dlatego ryzykowne są stwierdzenia, że “nie wiem jak jest w Polsce” ale posługiwać się informacją o bezrobociu 14%. Proszę zauważyć, że w Polsce nie ma gangów narkotykowych i wojen na tym tle. Milton Freedman już kiedyś opisywał różnice między USA i Meksykiem. Do dziś jestem przekonany, że Polacy mają wizy tylko dlatego, bo wyparliby z rynku pracy tanich Meksykanów jednocześnie wnosząc dodatkowo swoją zaradność a może cwaniactwo. 🙂
    Pani Beato, sugeruję – omijać tematy, które zna Pani z legend 🙂 Pod Wawelem podobno jest smok. No, niektórzy twierdzą, że nadal porywa owce.
    A Pan Marek – na czym bazuje swoje twierdzenie, że w Polsce tak strasznie trudno założyć jest biznes? Dziś trwa to bardzo krótko i jeżeli nie jest się zwykłym malkontentem, ze wszystkim można sobie poradzić.
    Raz jeszcze radzę spojrzeć inaczej na Polskę inaczej – nie przez pryzmat doniesień z księżyca. Bo tak się to czyta 🙂 Jak raporty z innej planety. Jak prasę podziemną.
    Wsiada Pani do samolotu, wynajmuje Pani mieszkanie, wtapia się w rzeczywistość i może ją Pani czerpać garściami. Stąd moje rozbawienie, kiedy pisze Pani z zachwytem o Meksyku, bo tu Pani jest i go widzi w jakimś skrawki, odnosząc go do Polski, której Pani nie zna – a raczej zna Pani swoje wspomnienia i wyobrażenia.
    Jak zwykle życzliwy,
    Robert

    1. Panie Robercie, dziękuję za komentarze. Zaznaczyłam w moim wpisie, że moje wrażenia są oparte na rozmowach z Polakami i na lekturze prasowej. Możliwe, że można łatwo otworzyć biznes w Polsce, ale czy łatwo jest go utrzymać? Co ma zrobić artysta, który musi comiesięcznie płacić 700zł na ubezpieczenie, nie zarobiwszy ani grosza? Co mają zrobić przedsiębiorcy, którzy muszą zapłacić podatek za “dochód”, który jeszcze nie wpłynął im do kasy. Niech Pan mi uwierzy, że nie jestem aż tak urwana z choinki, czy z księżyca, opisując swoje wrażenia polsko – meksykańskie. A o trudnościach małych przedsiębiorstw można przeczytać w polskiej prasie i posłuchać w telewizji.
      Meksykiem się nie zachwycam, wręcz przeciwnie, widzę w tym kraju wiele minusów, ale jest też wiele dobrych rzeczy, które dostrzegam. Mój brak zachwytu może Pan wyłapać w lekturze “Hacjendy i puebla”. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Dodam, że rzemieślnicy są. Oczywiście w małej liczbie, ale są. A czemu zanikali? Cóż, między innymi dlatego, że Polskę zalewa masa taniej produkcji – na przykład z Meksyku – i dlatego taniej jest wyrzucić wytarte buty niż naprawić dobre, wieloletnie. To jest efekt uboczny globalizacji, która za podstawową wartość wybrała “cenę”.

    1. No to ja chyba jestem jakiś inszy, bo bardzo przywiązuje się do swoich ulubionych gadżetów… Dla mnie jakość jest jednak na pierwszym miejscu, więc nadal naprawiam swoje buty, które wybieram z dużą starannością. Po co mi pięć tandetnych par, w których na dodatek co drugi Kowalski pomyka ;-).

  3. Kornelia Konowoł 24 lutego 23:56
    Powiem, bo mamy małą firmę rodzinną od 25 lat. Utrudniają jak mogą i gdzie tylko mogą, w niczym pomóc nie chcą a łapę wyciągają jak po swoje, widziałam wielu młodych chętnych do swojego biznesu i wiem ile trzeba naprawdę silnej woli, wytrwałości, by przetrwać gdy chce się klnąć jak szewc, I ilu zrezygnowało, zniechęconych wręcz przez urzędników. Czasem, gdy się w to zagłębiam to mam wrażenie, że siedzę w samym środku “spisku” jakby komuś zależało na tym, by w Polsce była bieda i bezrobocie, pytam siebie, czy już nas sprzedali? Czy dopiero planują? Jednak moje rozważania to raczej na osobny duży post niż komentarz :/ Pozdrawiam

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s