Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

 

Na całym świecie wszyscy ludzie – i ja wśród nich znają to mądre przysłowie. Czy często się nad nim zastanawiam, nazywając swoich przyjaciół prawdziwymi przyjaciółmi? Mam sporo znajomych, ale tak się złożyło, że tylko kilku mogę zaliczyć do tych wypróbowanych. Z innymi nie było okazji, na szczęście, bo gdyby nie stanęli na wysokości zadania, pewnie musiałabym wykluczyć ich z grona – może nie znajomych, ale na pewno przyjaciół. Jak się zdobywa przyjaźnie? Gdy człowiek był młody, wydawało się to takie łatwe. A później? Rodzina, praca, nawał obowiązków nie sprzyja utrzymywaniu zażyłości. Jeszcze dobrze, gdy znajdziemy czas na rozmowy telefoniczne, a na spotkania? Z tym o wiele gorzej.

Nie rozpisywałabym się nad tak oczywistą rzeczą, jak znajdowanie czasu na przyjaźnie, gdyby mną nie wstrząsnęła pewna przygoda, która zdarzyła się nam w Meridzie, Meksyku.  Na przestrzeni czterech lat przyjeżdżamy do tego miasta raz do roku i spędzamy tutaj miesiąc wakacji. Podczas każdego pobytu spotykaliśmy najwyżej dwa razy małżeństwo – ona Meksykanka, a on Francuz. Byli mili, lecz ich słaba znajomość angielskiego przeszkadzała nam w nawiązaniu bliższej znajomości.

Tej zimy nie odwiedziliśmy ich ani razu. Pewnego dnia jakiś mężczyzna zadzwonił do drzwi naszego domu. Z kilkudniowym zarostem, brudny, trzęsący się i z wysiłkiem hamujący łzy – z trudem rozpoznaliśmy w nim dawnego Jacques’a, schludnego, zawsze dbającego o wygląd. Okazuje się, że żona go wyrzuciła z domu, nocował kilka dni na ulicy, a potem wylądował w jakimś obskurnym miejscu. Był bez pieniędzy, bez prawa zwrócenia się do władz, gdyż nie ma obywatelstwa meksykańskiego, a dodatkowo zaliczył więzienie, gdyż żona oskarżyła go o pobicie. Zaprosiliśmy go do środka, poczęstowaliśmy obiadem, wypraliśmy ubranie i pożyczyliśmy pieniądze. Poprosił nas o możliwość przesłania na nasze konto funduszy z Francji, które miał otrzymać od siostry – żona zablokowała jego konto. Momentalnie, po otrzymaniu przekazu, zwrócił nam pieniądze, wraz z serdecznymi podziękowaniami i mogłabym zapomnieć o całym zdarzeniu. A jednak długo o nim myślałam. Ten człowiek żył w Meksyku przez kilka lat i nie miał innych osób, do których mógłby zwrócić się o pomoc? Zaczęłam rozważać, czyja to wina i stwierdziłam, że zdecydowanie jego. Pracując jak wół w biznesie hotelowym, nie zadbał o zdobycie prawdziwych przyjaciół. Wymaga to przede wszystkim czasu, nie tylko na wzajemne odwiedzanie się, ale wykazanie dobrej woli, kiedy nasi bliscy znajdą się w podbramkowej sytuacji. A ja? Czy dbam o kontakty ze swoimi przyjaciółmi? Po tym wydarzeniu momentalnie sięgnęłam za słuchawkę i zadzwoniłam do kilku osób. Napisałam parę maili. Zaczerwieniłam się na myśl, że dawno nie odzywałam się do siostry. Za wszelką cenę nie chcę dopuścić, aby nagle poczuć się zupełnie samotnie, bez tej komfortowej myśli, że na tym świecie są ludzie, na których mogę liczyć. 

Obrazek

 

Obrazek

Advertisements