Śpieszmy się kochać ludzi

IMG_6846 copy SMALL copy

Tak nas zachęcał ksiądz Twardowski. Prawda niby oczywista. Ale czy to potrafimy? Wystarczająco jest trudno kochać bliskich, a co dopiero dalszą rodzinę, znajomych, czy przygodnie spotkanych ludzi. O wiele łatwiej jest kochać dobrych, pogodnych i miłych, niż osoby z problemami. Tych ostatnich staramy się unikać, gdyż potrafią być niezmiernie nużący. A my przecież mamy dość swoich kłopotów. I ja nie należę do wyjątków. Zdecydowanie wolę wesołe, miłe towarzystwo. Zdarzyło mi się jednak w życiu być cierpliwą powiernicą cudzych zmartwień i to w dosyć długim okresie czasu. Moja znajoma rozwodziła się z mężem i bardzo to przeżywała. Dzwoniła do mnie kilka razy dziennie, płakała w słuchawkę lub wylewała z siebie potok słów. Miałam wtedy małe dzieci i byłam na urlopie wychowawczym, więc przebywałam często w domu. Nauczyłam się odbierać telefon i w tym samym czasie coś robić, głównie to było prasowanie – wtedy się prasowało tony ubrań, łącznie z pieluchami – a i nie było komórek czy telefonów bezprzewodowych, żeby odejść w odległe miejsce. Było się uwiązanym do aparatu. Nie raz miałam ochotę powiedzieć nieszczęśliwej kobiecie wprost, że już nie mam sił słuchać jej wywodów. I zawsze jakaś siła mnie od tego powstrzymywała. Po dwóch latach tego typu częstych konwersacji, a właściwie wysłuchiwania monologów, znajoma pozbierała się, spojrzała radośniej na świat i przestała dzwonić.

            – Gdyby nie ty, pewnie popełniłabym samobójstwo. Nie raz byłam na skraju kompletnego załamania – powiedziała mi pewnego dnia, wręczając wielki bukiet róż.

Minęły lata, sytuacja się powtórzyła. Para znajomych ludzi przeżywała kryzys. Nie starałam się wnikać, jak głęboki. Owszem rozmawiałam, ale może nie dostatatecznie? Oboje nie żyją. Ona popełniła samobójstwo, on prawdopodobnie też. Myślę o nich codziennie. Czy mogłam w jakiś sposób temu zapobiec?

            – Nawet ich dobrze nie znałam – usprawiedliwiam się, ale sumienia nie da się oszukać. Wiem, że mogłam się bardziej przejąć, więcej porozmawiać, okazać serdeczność.

Na ile jesteśmy w stanie angażować się w cudze nieszczęścia? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Wiem jedno, że gdy jest już „za późno” często czujemy żal, że można było więcej. 

Advertisements