Spacer z Haliną, Walking with Halina

DSC_0046 (2) copy

Spacer z Haliną
Obiecywałyśmy sobie, że po Twojej operacji, gdy wyzdrowiejesz, będziemy chodzić razem na długie spacery.
               – Żeby tylko zdążyć przed zimą – mówiłaś.
                – Jeszcze nacieszysz się kolorami, zapachem wilgotnych liści, ciepłymi podmuchami jesiennego wiatru – zapewniałam.
Dzisiaj był taki dzień. Poranne słońce przedzierało się przez już prawie bezlistne gałęzie, ślizgając się po igłach świerków i sosen. Gdzieniegdzie  na samotnej gałązce błyszczał czerwienią ostatni listek. Cienie pni drzew kładły się pasami na ścieżce, po której szłam z Tobą, Hala. Byłaś taka, jak przed operacją, piękna, szczupła, radosna, pełna planów na przyszłość. Opowiadałaś o nadchodzącym ślubie Łukasza i Arleen, cieszyłaś się wszystkimi ozdobami wykonanymi przez Twoje zdolne i pracowite ręce. Ze śmiechem opowiadałaś, ze w SPA zamiast oddać się kontemplacji urządzałaś swoją kuchnię.
„Najpierw ślub, potem ten zabieg”– tak nazwałaś operację – „a potem zacznę realizować wszystkie moje plany. Ani na chwilę w to nie wątpiłam.
Taką ją poznałam. Pełną zapału do wszystkiego, czego dotknęły jej ręce. Uwielbiała też czytać, dosłownie połykając książki, o których potem mi opowiadała. Bardzo dobrze znałam jej przeszłość, lecz niewiele mi opowiadała o swoim osobistym, teraźniejszym życiu. Wiedziałam tylko, jak bardzo kochała Edwarda i swoich synów. Była pierwszą czytelniczką maszynopisów moich książek. To ona i Edward zaprosili nas do Meridy i od tej podróży zaczęła się nasza meksykańska przygoda. Ja namówiłam ją na przeprowadzkę do Rawdon. Przez dłuższy czas nasze domy i w Rawdon i w Meridzie były oddalone o ten sam dystans, pokonywany na piechotę w 5 min. Przez 7 lat widywaliśmy się prawie codziennie. Hala i Edward stali się częścią naszego życia.
A teraz, gdzie ona jest? Czy w pięknym lesie w Rawdon, czy na plaży w Progreso, a może w swoim kolonialnym domu w Meridzie, z którego była tak dumna? Wiem, że była dzisiaj ze mną na porannym spacerze.  Rozmawiałam z nią i nie wstydziłam się wziąć jej za rękę. Zauważyła łzy w moich oczach i spojrzała na mnie ze współczuciem.
– Człowiek żyje po śmierci tak długo, jak trwa po nim pamięć –  powiedziałaś kiedyś, może kilka lat temu.  –  Chciałabym, aby wspominali mnie najbliżsi i przyjaciele.
– O to nie musisz się martwić. Tylko czy ty, ze swoim zdrowiem i energią nie przeżyjesz nas wszystkich? –   zażartowałam wtedy.
Hala, stało się inaczej. Żyjesz w naszej pamięci i ona będzie trwać aż do naszego odejścia. Jeszcze nie raz pójdę z Tobą na spacer,  zwierzę się Tobie ze swoich zmartwień i podzielę radościami. W milczeniu będziemy podziwiać piękno Rawdon, które tak ukochałaś.
Walk with Halina
We had promised each other that after her surgery, when she will recover, we will take long walks together.
– I hope we can make them before the winter – she said.
– You will still manage to enjoy the colors, the smell of wet leaves, and the warm gusts of the autumn wind – I assured.
Today was such a day. The morning sun penetrated through the leafless branches almost sliding over the needles of spruces and pines. Here and there on a lonely twig glittered last red leaf. The striped shadows of the trees lay across the path which I walked with you, Hala. You were exactly the same like before surgery, beautiful, slim, joyful and full of plans for the future. You talked about the upcoming wedding of Lukasz and Arleen, about the wedding ornaments made ​​by your capable and busy hands. Laughing, you told me that in the SPA instead of contemplating you were arranging your kitchen.
“First the wedding, then this treatment” – as you call the operation – “and then I will start to accomplish all my plans.”  Not even for a moment I doubted her words.
I met her like this. Full of enthusiasm of  everything what was touched by her hand. She also loved to read, literally swallowing the books, about which she could talk a lot.  I have known very well her past, but only little her present life – she was quite discreet about this subject. I only have known how  much she loved Edward and her sons. She and Edward invited us to Merida and since this trip our Mexican adventure began. I persuaded her to move to Rawdon. For a long time our homes in  Rawdon and Merida were spaced about the same distance – traversed on foot in 5 minutes. For 7 years we saw each other almost every day. Hala and Edward have become part of our lives.
And now, where is she? In a beautiful forest in Rawdon, or on the beach in Progreso, and perhaps in her colonial home in Merida of which she was so proud? I know she was with me today on a morning walk. I talked to  her being not  ashamed to hold her hand. She saw the tears in my eyes and looked at me with compassion.
– A man lives after death as long as the memories about him are alive – she said once, maybe few years ago. – I wish I would be remembered by relatives and friends.
– There is no need to worry. With your health and energy you will outlive all of us.  – I joked.
Hala, the opposite happened. You are in our memories and they will last until our departure. This wasn’t the last walk with you, they will be many others. In silence, we will admire the beauty of Rawdon, the place you had loved so much. 
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s